Dlaczego giną rowerzyści w Zawadzkiem

Dlaczego giną rowerzyści w Zawadzkiem

Pani Pospiszyl (jak mniemam, bo artykuł podpisano POS) zadała pytanie i spróbowała na nie odpowiedzieć, dlaczego w tym roku tak dużo pieszych zginęło w Zawadzkiem.

Dotyka kilka apsektów sprawy, wspólnie z drogowcami i policja próbuje znaleźć przyczyny. Wydaje mi się, że wszyscy zapominają o jednym, moim zdaniem bardzo istotnym elemencie, który drastycznie wpływa na bezpieczeństwo, a właściwie jego pogorszenie. Chodzi o ścieżki rowerowe, coraz bardziej popularne w samorządach na przestrzeni ostatnich lat. Rowerzystów siłą wyrzucono z ulic i siłą wepchnięto na chodniki, po których skąd inąd rowerem jeździć nie wolno! By to pogodzić, poustawiano znaki "droga rowerowa" i uznano, że taki znak zezwala rowerom na jazdę po chodniku. Na skrzyżowaniach wymalowano przerywane linie i powiedziano rowerzystom, że to sa przejazdy dla nich i że mogą po nich jeździć. Przejazdy takie często niczym się nie różnią od "zwykłych" przejść dla pieszych oprócz tego, że przed nimi stoi stosowny znak. Tam gdzie przejazdów nie wyznaczono (nie wymalowano lini) dochodzi do takich paradoksów, że tuż przed skrzyżowanie stoi znak "koniec drogi dla rowerów", a parę metrów za nim, już za skrzyżowaniem "droga dla rowerów". Wspaniała rzecz dla policji, która może na takim "przejeździe" lepić mandaty rowerzystom. i tylko dla policji.

Doszło do takich absurdów, że nikt już nawet nie zwraca uwagi, że totalnie takimi praktykami wypaczyliśmy sens znaku "droga dla rowerów". Już sama nazwa wskazuje, że znak ten oznacza drogę przeznaczoną do jazdy rowerami, ale uparte pranie mózgu zafundowane nam przez media (także przez SO) i policję wbiło nam do głów, że znak ten odnosimy nie do drogi, tylko do chodnika! Efekt jest taki, że teraz np w Zawadzkiem na ul. Opolskiej rowerem można jechać tam, gdzie znaku "droga dla rowerów" nie ma, a tam, gdzie taki znak stoi, jechać nie wolno.

Istnieje tu głęboka niespójność między przepisami a praktyką, a my udajemy, że jej nie widzimy, bo za wszelką cenę chcemy usankcjonować jazdę rowerem na chodniku tam, gdzie nie ma miejsca na zrobienie prawdziwej ścieżki czy drogi dla rowerów.

Druga i o wiele istotniejsza sprawa dotyczy przejazdów dla rowerzystów i moim zdaniem to jest główną przyczyną tak wielu wypadków, do jakich na nich dochodzi. Media (w tym także SO - podkreślam jeszcze raz) wbiły i ndal wbiają ludziom do głów, że rowerzysta ma na takowym przejeździe pierwszeństwo i nie ponosi winy, jeśli jakieś auto nie ustąpi mu pierwszenstwa. Tymczasem prawda jest trochę inna. Przejazd dla rowerzystów jest tym samym, czym przejście dla pieszych, a zasady jego przechodzenia są takie, że rowerzysta ma pierwszeństwo przed przejazdem, ale nie bezwględne. Obowiązkiem jego, tak samo jak pieszego, jest przed przejściem upewnić się, że żadnej strony nic nie nadjeżdża, w razie potrzeby nawet się zatrzymać i dopiero po upewnieniu się, że droga wolna, może przejść/przejechać na drugą stronę, i to przy zachowaniu szczególnej ostrożności. To stara zasada, którą pamiętam jeszcze z przedszkola, zatrzymać się, głowa w lewo, głowa w prawo, jeszcze raz w lewo i jaki nic nie jedzie, mogę przechodzić. To elementarne zasady dotyczące bezpieczeństwa pieszego. Tak samo jest z rowerami.

Mało który rowerzysta przed przejechaniem przez przejazd dla rowerzystów obejrzy się do tyłu, czy za nim nie jedzie, auto, które chce skręcić, czy z drogi poprzecznej wyjeżdża pojazd, jedzie na ślepo zupełnie tak, jak kiedyś jechał po ulicy. To ewidentne naruszenie zasad bezpieczeństwa. A policja  i media nie tylko nie zwracają na to uwagi, ale jeszcze utwierdzają rowerzystów w ich bezwzględnym pierwszeństwie oddając im tym samym niedźwiedzią przysługę. To dlatego zginęłą dziewczyna przed Wielkanocą na przejeździe dla rowerysztów. Nie dlatego, że przejście nie było oświetlone, nie dlatego, że nie było barierek, nie dlatego, że jechała pod prąd. Zginęła dlatego, że jechała przekonana o swoim bezwględnym pierwszenstwie na ścieżce rowerowej, co spowodowało, że zignorowała wszystkie pozostałe zasady bezpieczeństwa w tym taką, że przed wejściem/wjechaniem na ulicę należy się upewnić, czy nie jedzie nią jakieś auto.

ZDW zastanawia się nad barierkami czy lampami. Inne miejsca oświetlone są, a wypadki też się na nich zdarzały. Sporo ich nawet w ciągu dnia, kiedy jasno jest i bez dodatkowego oświetlenia. Uważam, że nie to jest przyczyną.

Przyczyną jest zła edukacja ludzi, nawet nie jej brak, ale zła. Zła edukacja, zły przekaz płynący z gazet, radia i, wstyd przyznać, nawet policji. Trzeba wyplenić ze świadomości ludzi, że na ścieżce rowerowej nie muszą troszczyć się o to, co się dzieje wokół nich. Trzeba im uświadomić, że PRZEJAZD DLA ROWERZYSTÓW NIE JEST ŚCIEŻKĄ ROWEROWĄ. Że dojeżdżając do niego, trzeba zwolnić, w razie potrzeby nawet się zatrzymać, rozejrzeć i dopiero potem przejechać na drugą stronę.

To wasza wina, gazet, mediów i policji, że tak nauczyliście jeździć rowerzystów. To wasz obowiązek, by ten błąd teraz naprawić.

To za waszą między innymi przyczyną na głównej ulicy Zawadzkiego stoją znaki "droga dla rowerów", a my wszyscy udajemy, że chodzi właśnie o zakaz jazdy rowerami po niej.

P.S. Nie ma czegoś takiego, jak jazda pod prąd na drodze dla rowerów. To znów nieupraniony wymysł policji i gazet. Droga dla rowerów nie jest jednokierunkowa, nie ma na niej żadnego znaku, który by to sankcjonował, a tylko wtedy można by mówić o jeździe pod prąd. Ścieżka rowerowa na chodniku nie jest dodatkowym pasem ruchu jezdni - szanowna policja i media mylą i mieszają te pojęcia wpajając ludziom bzdurę do głów.

Forum: 

Odpowiedz

Wysyłając dane z tego formularza akceptujesz politykę prywatności Mollom.