Żydzi na sztandarach

Żydzi na sztandarach

Artykuły : 
Numer wydania: 

Styczeń 1945 w Błotnicy i Warmątowicach cz.I
Czas przed nadejściem frontu obfitował w Błotnicy w niezwykłe wydarzenia. Pewnej styczniowej nocy mieszkańców obudził ujadanie psów i hałas, jaki robiła spora grupa ludzi. Kiedy minęła noc mieszkańcy znaleźli na terenie wsi wychudzonych ludzi w pasiakach. Większość z nich była martwa, lecz dwoje nadal dawało znaki życia. Byli to Żydzi pędzeni główną szosą Reichstrasse z niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Nieszczęśników przeniesiono do domów Skoppów w Błotnicy. Budynek częściowo zajmował urząd gminy. Posiadał pomieszczenie wypełnione pamiątkami – portretami, sztandarami a nawet bronią z I wojny światowej. Na tych sztandarach przyniesiono ocalałych Żydów. Nie wiadomo czy przeżyli i co stało się z nimi później.

Rodzina Skoppa zdawała sobie sprawę, że po wejściu Rosjan ich dom zostanie spalony a oni zabici. Nie mogło być inaczej, skoro znajdowało się w nim tak dużo niemieckich pamiątek. Uciekli przed nadejściem frontu. Sowieci rzeczywiście spalili cały dom. Zachował się jedynie zabytkowy zegar, po który w ostatnim momencie rzucił się do płonącego budynku jeden z mieszkańców.

W tym czasie miało miejsce jeszcze jedno niezwykłe zdarzenie. Styczniowej nocy jeden z mieszkańców Błotnicy spotkał zabłąkanego angielskiego lotnika. Zabrał go do domu, gdzie nakarmił odział i ogrzał. Próbowali się porozumieć łamaną angielszczyzną. Lotnik starał się dowiedzieć gdzie aktualnie przebiega linia frontu. Posługując się szkolnym atlasem gospodarza pokazał żołnierzowi gdzie się teraz znajduje i doradził mu marsz w kierunku Koźla. Nie wiadomo nic o dalszych losach angielskiego lotnika.

22 stycznia koło Błotnicy doszło tu do potyczki między niewielkim oddziałem niemieckim, a Sowietami (przy lesie na pagórku w kierunku Płużnicy). Niemcy zniszczyli jeden z czołgów, a dwa uszkodzili. W potyczce z liczniejszym przeciwnikiem poległo około 40 hitlerowców. Zostali później pochowani w lesie.

Do Błotnicy żołnierze Armii Czerwonej wkroczyli 22 stycznia. Dwa dni później niż do Wielkich Strzelec. Wynikało to z przyjętej taktyki oskrzydlającej Górny Śląsk. Gliwice zdobyto dopiero 24 stycznia, 26 – Zabrze a 28 stycznia – Bytom i Katowice.

Zniszczenia we wsi dokonali głównie żołnierze następnych rzutów. W drugiej połowie stycznia spalono kilka domów. Było to opisywany już dom Skoppów, piekarnia Josefa Kampczyka dzierżawiona od Paula Cibury, dom nauczyciela Emila Niewalda oraz dom i karczma z sklepem Dominika Zajontza.

Trzy dni po wkroczeniu, 25 stycznia, sowieccy żołnierze rozstrzelali komendanta straży – Dominika Zajontza. Wtedy nazywał się Hagen. Nazwisko zmieniły mu władze hitlerowskie. Został zabity, bo znaleźli w jego domu mundur strażaka i jego zdjęcie w mundurze. Do 1952 r. był pochowany w Błotnicy. Zastrzelony został także Henryk Ociepa. W czasie wojny pracował w majątku jako robotnik przymusowy. Był synem Jana i Stefanii z d. Karaś, ur.29 stycznia 1924 r. w Słowiku, parafia Raków (dość nieczytelny zapis), obecnie sanktuarium św. Józefa w Częstochowie. Został rozstrzelany przez Rosjan 25 stycznia 1945 r. w majątku w Błotnicy Strzeleckiej. Pochowany 6 lutego tegoż roku na cmentarzu parafialnym w Centawie. W księdze umieszczono dodatkowy zapis: Wpisano na podstawie zeznań matki Stefanii Ociepa. Centawa dnia 1 listopada 1962 r. Wpis jak widać został dokonany w dniu Wszystkich Świętych, kiedy była na mogile swojego syna.

My ubili popa
Ks. Emil Kutz urodził się 31 grudnia 1893 roku w Rudzie Śląskiej. Był synem Petera i Mathildy z d. Jaskolla [Jaskollska?]. Święcenia kapłańskie przyjął 20 czerwca 1920 r. We Wrocławiu.W latach 1920 – 1924 pracował jako wikary w Stralsund (obecnie Land Meklemburg Vorpommern, północno–wschodnie Niemcy).

W latach 1924 – 1928 był wikarym w Pyskowicach oraz przez rok w parafii Wszystkich Świętych w Gliwicach. W 1929 r. Został przeniesiony jako proboszcz do Kotulina.

Od 24 listopada 1929 r, po odejściu ks. Edwarda Sobka, ks. Emil Kutz był administratorem parafii Rozmierz. Pracował tam do 4 czerwca 1930 r. Parafię Grodzisko ks. Emil Kutz objął 27 kwietnia 1931 r. Jako administrator parafii pracował do 30 kwietnia 1933 r. W latach 1933 – 1945 był proboszczem w parafii Płużnica Wielka. Był lubianym i szanowanym kapłanem.

W poniedziałek 22 stycznia 1945 r. do Płużnicy Wielkiej weszły pierwsze radzieckie oddziały od strony Wielkich Strzelec. Po nich przybyły tyłowe oddziały Armii Czerwonej. Siały strach, dokonywały grabieży i torturowały miejscową ludność. Żołnierze byli bardzo brutalni.

Do wioski przybył także patrol NKWD, który poszedł na plebanię, gdzie mieszkał proboszcz Emil Kutz oraz jego gospodyni Gertruda Korakim, wdowa po żołnierzu rosyjskim z I wojny światowej. Właśnie ją żołnierze NKWD zapytali – „gdzie wasz pop”. Gospodyni powiedziała, że w swoim pokoju. Weszli tam i bez żadnego powodu zastrzelili księdza. Do gospodyni wrócili z takimi słowami – „idź zobacz - twojego popa, my ubili go jak psa”. Stało się to 1 lutego 1945 r. Po paru dniach ks. Emil Kutz został pochowany na cmentarzu parafialnym w Płużnicy Wielkiej.

Na krótko przed wkroczeniem sowietów ksiądz Kutz uratował jednego z obozowych więźniów. Zbiegł on z transportu śmierci więźniów pędzonych z Jaworzna do Blachowni. Był to Francuz, Theodor Hennequin, który zbiegł z kolumny więźniów w okolicach Kotulina.

Pierwszą noc przeleżał w stogu siana. Pamiętać trzeba, że temperatura tej zimy dochodziła do 30 stopni poniżej zera a zaspy śniegu sięgały 1,5 metra. Potem dotarł do folwarku Poręba opodal wioski, gdzie pomocy udzieliła mu jedna rodzina. Ruszył dalej aż zobaczył wieżę kościoła w Płużnicy Wielkiej i poszedł w jego kierunku.

Ksiądz Emil Kutz udzielił mu pomocy. Dał mu jedzenie i ubranie. Po kilku dniach, jeszcze przed wkroczeniem sowietów Francuz odszedł w nieznanym kierunku.

Znacznie później okazało się, że jakimś cudem Theodor Hennequin przeżył wojnę i dotarł do ojczyzny. Takiego szczęścia nie miał jego brat, Karl Hennequin, który zginął w marszu śmierci.

Od 1994 r. syn Theodora - Noel Hennequin co roku latem przyjeżdża do Płużnicy Wielkiej na pielgrzymkę. W kościele jest odprawiana dziękczynna msza św. W 1995 r. rodzina Hennequin za udzieloną pomoc i uratowanie Theodora Hennequin od niechybnej śmierci ufundowała tablicę, która zawisła na ścianie kościoła. Jest na niej napis w języku francuskim – „Un Grand Merci au Père Emil Kutz – Famille Hennequin 6.08.95”.

Co roku grupa Francuzów odwiedza Kędzierzyn - Koźle w ramach partnerskiej umowy z miastem Hericourt w regionie Franche Comte, którą organizuje właśnie Noel Hennequin.

Piotr Smykała,Romuald Kubik

Komentarze

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 14 Styczeń, 2014 - 15:04

Szacunek wszystkim tym którzy poświęcają się dla innych ludzi wtedy podczas tej okrutnej wojny i teraz nie zależnie od przekonań wiary i koloru skóry. Jeszcze raz chyle czoła.

Odpowiedz