fbpx Zabytkowy kłopot | Strzelec Opolski

Zabytkowy kłopot

Zabytkowy kłopot

Artykuły : 
Numer wydania: 

[img_assist|nid=196|title=|desc=|link=popup|align=left|width=150|height=113]Kilkanaście lat temu zabytkowy budynek ulokowany w centrum Piotrówki trafił w ręce Oswalda Pinkawy z Jemielnicy, a w zasadzie jego matki – Anny.
Ona bowiem stanęła do przetargu ogłoszonego przez gminę, kupiła obiekt i na jej nazwisko spisany został akt notarialny.
- Działka należy w rzeczywistości do syna, on za nią zapłacił – mówi właścicielka.
Od czasu zakupu, nic się z budynkiem nie działo. Pozostał w stanie, jakim państwo Pinkawa go nabyli, a nawet zniszczał… To bardzo niepokoi niektórych mieszkańców.
- Budynek stoi w centrum wioski – mówi mieszkaniec, który nie chce ujawniać nazwiska. – To nasza wizytówka. Tu jest kościół i szkoła, a obok zabita dechami rudera, w której nic się nie dzieje. Wyczytałem ostatnio, że właściciel, pan Pinkawa, zamierza budować centrum rekreacyjne w Jemielnicy. Czyżby zapomniał o majątku w Piotrówce? Ciekawi mnie jednak, za jaką cenę nabył ten zabytkowy budynek, czy dostał jakąś ulgę i czy gmina sprzedając nieruchomość zastrzegła w umowie, do kiedy powinna zostać ona wyremontowana?
Przetarg zgodny z prawem
W archiwach gminy znalazły się dokumenty poświadczające zbycie budynku.
- 26 września 1994 roku rada gminy podjęła uchwałę o sprzedaży tego obiektu – mówi Piotr Pyka, zastępca wójta i pokazuje potwierdzające fakty dokumenty wydobyte z archiwów. – 17 października 1994 ówczesny wójt Werner Małek ogłosił, że budynek w Piotrówce przeznaczony jest do sprzedaży. Wykaz zgodnie z prawem wisiał na tablicy ogłoszeń 6 tygodni. 12 grudnia 1994 r. odbył się pierwszy przetarg. Cenę wywoławczą obiektu ustalono na 474 000 000 starych złotych. Do przetargu nikt się nie zgłosił. Oczywiście informacje o przetargu ukazały się w prasie. O drugim przetargu prasa informowała trzykrotnie. Cena obiektu nie uległa jeszcze zmianie. I tym razem nikt nie był nim zainteresowany. W trzecim przetargu (25 kwietnia 1995) obniżono cenę do 250 000 000 starych zł. Był to czas denominacji, więc podano równolegle kwotę 25 tys. zł. Oferentów nie było. Czwarty przetarg odbył się 18 grudnia 1995 roku. Cena wywoławcza obiektu wyniosła już 10 tys. zł. Chętnych do nabycia budynku nadal nie było. Dopiero do piątego przetargu, który miał miejsce 12 lutego 1996 roku, zgłosiła się pani Pinkawa i zaoferowała cenę o postąpienie wyższą – 10 tys. 100 zł. Za tę kwotę nabyła obiekt. Nie należy się jednak sugerować niską ceną działki. Wówczas Polska nie należała do Unii, działka budowlana o powierzchni 6-7 arów, która dziś kosztuje około 36 tysięcy zł, wtedy kosztowała 6 tysięcy 400 zł. Zarząd gminy musiał obniżyć cenę nieruchomości, ponieważ nikt by jej nie kupił. Nie była to żadna ulga. Zniechęcająco na potencjalnych kupców działał fakt, że budynek wpisany jest do ewidencji zabytków i wszelkie jego remonty wymagają zgody konserwatora zabytków.
Gmina nie zastrzegała w umowie sprzedaży, że obiekt powinien zostać wyremontowany w konkretnym terminie.
- To byłby martwy zapis – twierdzi Piotr Pyka. – Nie można by go wyegzekwować.
Co zamierza(ł) właściciel?
- Miałem zamiar zrobić tu lokal, w którym organizowane byłyby imprezy okolicznościowe, jak jubileusze, komunie czy inne podobne, jednak nie huczne, jak wesela – mówi Oswald Pinkawa. – Niestety, zgody nie wyraziła rada parafialna. Budynek graniczy bowiem z kościołem.
- Przed wojną budynek należał do sióstr zakonnych, które prowadziły tu ochronkę – mówi proboszcz parafii w Piotrówce, ksiądz Alojzy Piechota. – Później był tu klub rolnika i świetlica. Obiekt położony jest w pobliżu kościoła, kaplicy przedpogrzebowej, a także szkoły i przedszkola. To nie jest miejsce na lokal, w którym organizowano by przyjęcia i spożywano alkohol.
Na sprzedaż napojów powyżej 4,5% zawartości alkoholu (a więc również piwa) Pinkawa nie uzyskałby mimo wszystko koncesji.
- Zgodnie z uchwałą rady gminy z 6 lutego 1998 roku i poprawką naniesioną 16 października 2000 r., koncesji na sprzedaż napojów powyżej 4,5% zawartości alkoholu nie mogą uzyskać właściciele lokali położonych w odległości mniejszej niż 50 m od szkół czy obiektów kultu religijnego, co dotyczy budynku w Piotrówce – tłumaczy Piotr Pyka.
Taka sytuacja zamyka Oswaldowi Pinkawie drogę do realizacji zamierzonego planu:
- Nie będę inwestował w coś, z czego nie mam zysków – mówi jemielniczanin. Nie nosi się jednak z zamiarem sprzedania rudery za tanie pieniądze.
- Właściciel zażyczył sobie za budynek 30 tysięcy euro! – zdradza jeden z lokalnych przedsiębiorców zainteresowany nabyciem obiektu i przyznaje, że za taką cenę na pewno go nie kupi.
Na razie „zabytek” z Piotrówki pozostanie w rękach dotychczasowego właściciela.
- Zaproponowałem stowarzyszeniu z Niemiec wspierającemu Piotrówkę wspólne wyremontowanie budynku – mówi Pinkawa. – W zamian, przez kilka lat sołectwo mogłoby korzystać z obiektu za darmo, a potem zastanowiłbym się, czy budynek sprzedać czy też dzierżawić.
- Sołectwo nie ma środków, które mogłoby zainwestować w obiekt – mówi Alina Sereda, sołtyska Piotrówki. – Pan Pinkawa złożył propozycję Stowarzyszeniu Rozwijającemu, Wspierającemu Porozumienie i Współpracę Niemiecko-Polską z Piotrówką. Niedawno ją ponowił za moim pośrednictwem. Przedłożyłam jego ofertę szefowi stowarzyszenia Dieterowi Utikalowi. Na razie nie otrzymałam jego odpowiedzi.
Los budynku – mimo że to własność prywatna – nie jest obojętny zwłaszcza mieszkańcom Piotrówki.
- Plac przy obiekcie często zarasta trawą. Muszę wówczas interweniować, by właściciel ją wykosił – przyznaje sołtyska. – Na pewno należy coś zrobić z tym miejscem, ponieważ nie dodaje ono uroku wiosce, a co gorsze – szpeci jej centrum. To nienajlepsza wizytówka Piotrówki.
Justyna Lehun
lehun@strzelecopolski.pl

Odpowiedz