Tajemnicze zwłoki nieopodal Błotnicy

Tajemnicze zwłoki nieopodal Błotnicy

Artykuły : 
Numer wydania: 

[img_assist|nid=3893|title=|desc=|link=popup|align=left|width=150|height=113]O ciałach ludzi niewiadomego pochodzenia, pochowanych na cmentarzu w Centawie, już raz na naszych łamach wspominaliśmy. Przypomnijmy, że – według informacji przedstawionych przez jednego z Czytelników – ciała te znaleziono pod koniec lat pięćdziesiątych w Doryszowie, nieopodal Błotnicy Strzeleckiej. Zostały one pochowane w Centawie. W księgach parafialnych z lat 1945-1966 nie ma jednak zapisu o takim pogrzebie. Przypuszczalnie odbył się on po cichu, dlatego nie został odnotowany w księgach.

W zeszłym tygodniu do redakcji zgłosił się Czytelnik, który pamięta historię sprzed lat. Piotr Zmarzły jest synem ówczesnego centawskiego grabarza…

- Ojciec był grabarzem od wczesnych lat pięćdziesiątych – opowiada. – Pamiętam dzień, kiedy wróciłem ze szkoły i nikogo nie było w domu. Poszedłem więc szukać rodziców na pole, które leżało nieopodal cmentarza… Tego dnia do wsi przyjechał wójt z Błotnicy Strzeleckiej, Hubert Szendzielorz. Nie miał ręki, ale jeździł na rowerze. Chciał, żeby ojciec wykopał grób, a matka – żeby zaprzęgła konie do furmanki i jechała po trumnę. Razem z matką zabrał się wójt i ktoś jeszcze. Pojechali na Doryszów. Na wylocie z Błotnicy w stronę Toszka, po lewej stronie drogi stała stodoła, a opodal buki. Tam znaleziono ciała. Wójt zorganizował skrzynię, do której je włożono. Wiem, że skrzynia była tak duża, że nie zmieściła się w grobie wykopanym przez ojca. Ojciec kopał rów na normalną trumnę, nie spodziewał się, że ta przywieziona będzie taka duża…

Piotr Zmarzły pamięta, że zwłoki okropnie cuchnęły…

- Nie były całkiem rozłożone, choć mogły leżeć w tamtym miejscu przez dziesięć lat, a nawet dłużej. To dosyć krótko, by ciała mogły zgnić do końca. Na całkowite rozłożenie zwłok potrzeba więcej czasu – wiem, bo nieraz, gdy pomagałem ojcu przy pracy, zdarzało się, że odkopane po latach groby kryły cuchnące, na pół rozłożone zwłoki.

Szczątki znalezione w Doryszowie częściowo zostały rozniesione po lesie przez zwierzęta. Wokół nich widać było lisie ślady.

- Przy ciałach leżały buty w różnych rozmiarach – od dużych po małe. Wniosek z tego taki, że wśród zabitych mogły być dzieci. To z kolei przeczy hipotezie, że zwłoki mają związek ze zbrodnią dokonaną w 1946 r. na Hubertusie. Poza tym, znaleziono tam butelki, z włożonymi do środka kartkami, na których były adresy zapisane w języku niemieckim. Być może zabici chcieli przedostać się właśnie do Niemiec. Istnieje też inne przypuszczenie – mianowicie takie, że oprawcy pomylili stodoły i zamiast na Hubertus wywieźli ludzi do Doryszowa.

Ojciec Piotra Zmarzłego, gdy przywieziono skrzynię do Centawy, musiał poszerzać grób, by mogła się ona w nim zmieścić.

- Ksiądz Thomys, który wtedy proboszczował w Centawie, nie chciał odprawić chrześcijańskiego pochówku ciał, bo nie wiedział, czy zmarli byli katolikami czy nie. Przy okazji jakiegoś pogrzebu pokropił tylko miejsce, gdzie złożono zwłoki – wspomina pan Piotr. – Ziemia w tym miejscu została wyrównana. Nie było tam mogiły, ale przez około dziesięć lat co jakiś czas ktoś zapalał tam świeczkę. Nikt nie wiedział, kto ją stawia…

Z opowiadań Piotra Zmarzłego wynika, że ciał w Doryszowie było znacznie więcej niż tych, które zakopano w Centawie…

- Matka z ojcem pojechali tam jeszcze raz, ale resztę zwłok wywieźli chyba do Kotulina – mówi. – Ta ziemia i czasy kryją wiele tajemnic.

JL

Odpowiedz