Rodzicielskie porwanie na Moniuszki!

Rodzicielskie porwanie na Moniuszki!

Artykuły : 
Numer wydania: 

We wtorek, 31 lipca, kilka minut po godzinie 21.00 dyżurny strzeleckiej komendy został poinformowany o uprowadzeniu 2,5-rocznego chłopca. Do zdarzenia doszło na ulicy Moniuszki w Strzelcach Opolskich.

 

Ze wstępnych ustaleń mundurowych wynika, że ojciec miał odebrać dziecko matce, po czym odjechał samochodem typu suv, prawdopodobnie marki ford, koloru czarnego – informuje Paulina Porada ze strzeleckiej policji. - Teraz wyjaśniamy okoliczności tego zdarzenia, a sprawą zajmie się sąd rodzinny – dodaje.

 

O sprawie huczy całe miasto. Mieszkańcy się boją, dzieci nie wychodzą same na zewnątrz. Te, które widziały zajście, boją się spać w domu. Pojawiło się już kilka wersji wydarzenia. Niektórzy twierdzą, że porywacze mieli założone kominiarki, kilka osób mówi, że mężczyźni mieli maski. Na początku pojawiała się wersja, że akcja rozegrała się na placu targowym, ponieważ tam znaleziono matkę dziecka... Udało nam się dotrzeć do świadka, który potwierdza, że dramat rozegrał się na ulicy Moniuszki i tak opisuje całą sytuację:

 

- Od kilku dni na parkingu wzdłuż ulicy Moniuszki stał czarny samochód. Czasem siedziało tam dwóch mężczyzn, czasem w środku nie było nikogo... - mówi świadek. - Tego wieczoru siedzieliśmy sobie na ławeczce, dzieci biegały na placu zabaw. Była dokładnie 21.15, ludzie zaczęli wychodzić na zewnątrz, bo robiło się przyjemnie chłodno. Większość z nas się tutaj zna. Mama porwanego chłopczyka jest młoda, sympatyczna i spokojna. Ze swoim partnerem i tym małym wychodzili z mieszkania. Usłyszeliśmy, że jedzie samochód. Nagle ktoś krzyknął, że zaraz tą panią zabiją. Dziewczynie wyrwali dziecko i wrzucili je do samochodu, ją uderzyli kijem, a jej partnera okładali jak tylko się dało... powybijali mu zęby. Ten, resztkami sił, otworzył drzwi i krzyczał do małego: „uciekaj”, ale dziecko nie reagowało. Nie wiem też, czy w międzyczasie nie przerzucili tego małego do drugiego auta... - zastanawia się świadek. - Matka wskoczyła do samochodu za dzieckiem. Auto jechało, drzwi nie były zamknięte i wisiały jej nogi. Wyrzucili ją na placu targowym... - opisuje. - To jest niewyobrażalna tragedia. To była zorganizowana akcja, w dwóch samochodach siedziało w sumie czterech mężczyzn - ojciec chłopca i jego towarzysze. Ci, co mu towarzyszyli, byli napakowanymi osiłkami, oni nie mieli skrupułów. Wszyscy mieli peruki - opowiada.

 

W prokuraturze trwa postępowanie w tej sprawie, wszystkie możliwe procedury zostały wdrożone. Jak powiedziała nam Iwona Kanturska, prokurator rejonowy w Strzelcach, mężczyzna miał pełnię praw rodzicielskich nad dzieckiem.

 

***

 

W piątek, 3 sierpnia, chłopczyk został odnaleziony.

 

- W trakcie prowadzonych czynności strzeleccy operacyjni ustalili, że ojciec wraz z dzieckiem opuścił teren kraju i samolotem z Berlina zamierza wywieźć dziecko do Szkocji - mówi Paulina Porada. - Kryminalni natychmiast nawiązali współpracę z funkcjonariuszami Biura Międzynarodowej Współpracy Policji KGP. Funkcjonariusze tego biura skontaktowali się z niemieckimi policjantami, a ci na lotnisku w Berlinie udaremnili wylot ojcu. Dziecko jeszcze tego samego dnia zostało przekazane matce - dodaje.

 

- Na dzień uprowadzenia dziecka, ojciec nie miał zabranych praw rodzicielskich, jednakże na tę chwilę ma zakaz kontaktowania się z matką i z dzieckiem oraz zakaz zbliżania się do nich. Dopuścił się poważnego przestępstwa - informuje mecenas Tomasz Piróg, pełnomocnik mamy chłopca. - Oni nigdy nie byli małżeństwem. W tamtym roku matka z dzieckiem uciekła ze Szkocji, a ojciec dziecka zainicjował wydanie dziecka do Szkocji w trybie tzw. Konwencji Haskiej. Sąd Rejonowy w Strzelcach Opolskich oddalił jego wniosek. Ojciec napisał apelację, jednakże Sąd Okręgowy w Opolu podtrzymał decyzję sądu pierwszej instancji i również ją oddalił. Dziecko z matką w Polsce przebywało legalnie - podkreśla mecenas. Potwierdza też, że matka została pobita.

 

Sprawą z urzędu zajmują się polskie organy ścigania. Mężczyzna jest zatrzymany. Niebawem nastąpi tymczasowy areszt.

 

- To nie jest tylko pobicie, bo dochodzi do tego jeszcze szereg poważnych zarzutów. Ojciec został zatrzymany jeszcze w Berlinie, w piątek mama pojechała po dziecko. Na własne życzenie wypisała się ze szpitala - dodaje Piróg.

 

JG

 

 

 

W wydaniu papierowym przeczytasz także: 
Szpital na plusie. Jak długo?
Pielgrzymka motocyklistów
Płoną lasy
Strajk w Zawadzkiem
Wolontariusze poszukiwani!
Nareszcie są latarnie!

Odpowiedz