fbpx Olimpijczyk z Kadłuba | Strzelec Opolski

Olimpijczyk z Kadłuba

Olimpijczyk z Kadłuba

Artykuły : 
Numer wydania: 

[img_assist|nid=431|title=Piotrek Bosy na olimpiadzie w Szanghaju|desc=|link=popup|align=left|width=150|height=113]Piotrek Bosy wrócił z olimpiady z Szanghaju z medalami za dwa czwarte miejsca i jedno piąte. Był jednym z dwojga sportowców, którzy reprezentowali województwo na Olimpiadzie Specjalnej
Piotrek Bosy trafił do Domu Pomocy Społecznej w Kadłubie w 2000 roku. Miał wtedy 9 lat i był bardzo nieśmiałym chłopcem. Jedną z pierwszych rzeczy, jaka go zainteresowała, była jazda na wrotkach. – Gdy pierwszy raz próbowałem jeździć, to od razu upadłem – opowiada z przejęciem. – Ale pan mi powiedział, że musze wstać i spróbować raz jeszcze. No i teraz już dobrze jeżdżę – mówi Piotrek. „Dobrze” to w jego przypadku za małe słowo. Piotrek Bosy, 16-letni, pochodzący z Zawadzkiego, podopieczny DPS w Kadłubie, wrócił w minioną sobotę z Szanghaju, gdzie walczył o medale podczas Światowych Letnich Igrzysk Olimpiad Specjalnych. Zanim jednak wziął udział w tej najważniejszej dla każdego sportowca imprezie, musiał przejść, a raczej przejechać na wrotkach, sługą drogę...
- Lubię sport – mówi Piotrek. – Trenuję dużo rzeczy. Piłkę nożną, jazdę konną, koszykówkę, na rowerze jeżdżę, umiem biegać na nartach, na łyżwach jeździć. No i na wrotkach i rolkach. Najpierw na wrotkach jeździłem, bo jest łatwiej. Wrotki mają tak kółka, że się łatwiej stoi. Dopiero później się na rolkach nauczyłem. Szybko jeżdżę. I w kółko, i do tyłu umiem. W różnych zawodach na rolkach jeździłem już, ale najfajniejsza była olimpiada – zapewnia Piotrek z zapałem. Nie tak łatwo było dostać się na olimpiadę. – Najpierw Piotrek zajął pierwsze miejsce w zawodach wojewódzkich – wyjaśnia Helena Griner z kadłubskiego DPS-u. Później startował na zawodach ogólnopolskich, które też wygrał. W tych zawodach sportowcy dobierani są w grupy o podobnych możliwościach fizycznych. Tak więc na dystansie np. 100 metrów ścigają się w osobnej grupie najsprawniejsi, osobno mniej sprawni i w jeszcze innej ci z największymi problemami lokomotorycznymi. Wśród zwycięzców ogólnopolskich, ze wszystkich grup drogą losowania wyłaniani się zawodnicy, którzy pojadą na olimpiadę. Do Szanghaju mogło pojechać tylko 3 rolkarzy, wśród wylosowanych znalazł się Piotrek.
- Strasznie długo lecieliśmy samolotem, ale w Chinach było fajnie – opowiada Piotrek. Pierwsze cztery dni zawodnicy spędzili w oddalonym o 80 kilometrów od Szanghaju mieście Jiaxing (czyt. Dżiasziun). Gospodarze przygotowali wiele atrakcji dla całej polskiej grupy, która liczyła w sumie 93 osoby. – Zwiedzaliśmy muzeum i statkiem płynęliśmy – Piotrek komentował każde zdjęcie w pamiątkowym albumie. – I poszliśmy do dużych sklepów – kupiłem sobie koszulkę taką fajną – i byliśmy też w dziwnym kościele. Chińskie kościoły są inne niż u nas. I tam się modlili żebyśmy wygrali. Potem pojechaliśmy do Szanghaju, gdzie byliśmy w różnych hotelach. W tym gdzie ja mieszkałem byli też tacy co grali w koszykówkę i pływali, byli z nami koniarze, lekkoatleci, tenisiści i gimnastycy. Nasze zawody były na takiej hali, która była na czwartym piętrze. Strasznie ślisko tam było i się na zakrętach wywracałem. Ale szybko wstałem i pędziłem do mety. Najpierw to były preeliminacje, żeby powiedzieli, w jakiej grupie będę startował. Ścigałem się z Chińczykami i Węgrami. Sam to jechałem na 100 metrów i na 300 metrów. Miałem dwa razy 5 miejsce. Za piąte nie dawali medali, tylko takie wstążki z takim metalowym kółkiem. Ale na wstążce jest napisane, że to moja i jaki miałem czas. Na 100 metrów miałem 17,49 sekund a na 300 – 34,45. Jak nam dawali te wstążki i medale, to musieliśmy się nisko schylić, bo Chińczyk, który nam je dawał jeździł na wózku i by nie sięgnął. No i nie dawali nam kwiatków tylko takie miśki pluszowe. Z kolegą razem startowałem jeszcze w sztafecie. Jechaliśmy 100 metrów każdy. Zajęliśmy czwarte miejsce.
Gdy Piotrek i jego koledzy nie brali udziału w zajęciach, zwiedzali miasto albo brali udział w różnych zajęciach w wiosce olimpijskiej. Każdy uczestnik zawodów miał swojego chińskiego opiekuna, który cały czas się nim zajmował. – Ja mam nawet zdjęcie z moją wolontariuszką – chwali się Piotrek pokazując fotografię z uśmiechniętą czarnowłosą Chinką. Na odwrocie można przeczytać pozdrowienia pisane po angielsku i chińsku przez Shirley.
- Fajnie tam było, ale chciałem już wracać – mówi Piotrek. – Tak nie ma dobrego klimatu, ciągle śmierdzi i gorąco jest. Ale olimpiada była bardzo fajna – zaraz dodaje. Chciałbym znowu kiedyś pojechać. Może do Grecji, bo niedługo ma być w Grecji. Już muszę trenować.
Agnieszka Pospiszyl

Komentarze

Odpowiedz