Odważny ksiądz z Jemielnicy

Odważny ksiądz z Jemielnicy

Artykuły : 
Numer wydania: 

Dominik Pyka urodził się 4 grudnia 1903 r. w Gąsiorowicach. Jego matką była Maria z d. Swierzy. Ojciec, Nikodem, opuścił ich dość wcześnie. Zginął w 1914 r. w wypadku w fabryce materiałów wybuchowych w Krupskim Młynie. Po pewnym czasie rodzina przeprowadziła się do Jemielnicy, gdzie urodził się jego brat i bohater naszego następnego artykułu – Hieronim.

Dominik musiał wykazywać się pociągiem do nauki, skoro ówczesny proboszcz jemielnicki zaproponował posłanie go do seminarium św. Krzyża w Nysie i pokrycie części kosztów nauki. Chłopiec skończył seminarium w 1924 r. i wstąpił do zakonu werbistów (w skrócie SVD od łacińskiego Societas Verbi Divini). Po studiach teologicznych w St. Gabriel w Mödling koło Wiednia przyjął święcenia kapłańskie w 1931 r.

 

Związał się z Polską. Początkowo pracował w Grudziądzu, a po pewnym czasie odesłano go na studia do Poznania na kierunek matematyczno-filozoficzny. Gdy poprosił władze kościelne o pozwolenie opuszczenia zakonu, został skierowany do diecezji katowickiej. Od 1938 r. wykładał katechezę w żeńskim Liceum Raciborskim w Tarnowskich Górach (dziwna nazwa szkoły wywodzi się stąd, że władze niemieckie nie zgodziły się na otwarcie takiej szkoły w Raciborzu). Angażował się w życie społeczne. Był członkiem Związku Zachodniego i działaczem Związku Polaków w Niemczech.

 

Wojna

Znany ze swej patriotycznej działalności ksiądz musiał uciekać z Tarnowskich Gór tuż po wybuchu II wojny. 2 września wyjechał, ale został złapany przez Niemców nad rzeką Brynica obok Świerklańca i zawrócony. Miał dużo szczęścia, bo nie został aresztowany. W czasie okupacji nadal prowadził działalność patriotyczną. Prowadził tajne nauczanie, a podczas Wielkanocy w 1940 r. wygłosił płomienne kazanie o zmartwychwstaniu Polski. Aby zataić swoją działalność, uczył też prywatnie dzieci z niemieckich rodzin. Wkrótce jednak uciekł z Tarnowskich Gór.

Do końca wojny przebywał w parafii w Miotku k. Lublińca, gdzie pomagał rodzinom osób wywiezionych na roboty lub do obozów. Po wojnie wraz ze swoją gospodynią, Emilią Grzechotkówną, zorganizował we wsi polską szkołę. Wkrótce kuratorium sprowadziło go do Tarnowskich Gór, gdzie wykładał katechezę, lecz szybko wystarał się o pozwolenie nauczania na terenie Opolszczyzny. Od października 1945 ksiądz Dominik Pyka został dziekanem dekanatu i proboszczem parafii w Głuchołazach. W 1948 r. został przypisany do Administracji Apostolskiej Śląska Opolskiego.

Władza ludowa

Bardzo szybko okazało się, że Polska, która nastała po 1945 r., znacznie różni się od wymarzonego państwa. Nowe władze rozpoczęły szybko bezpardonową walkę z kościołem. We wrześniu 1945 r. wymówiły umowę konkordatową z Watykanem. Pretekstem do dalszych prześladowań był list papieża Piusa XII do biskupów niemieckich, w którym poruszył kwestię milionów wysiedlonych Niemców. Propaganda państwowa stale donosiła o „knowaniach Watykanu, imperialistów amerykańskich i niemieckich odwetowców”.

 

Władze Głuchołaz, początkowo przychylne kapłanowi, szybko zaczęły go zwalczać. Ksiądz Pyka nie pozostawał bierny na wydarzenia. 9 maja 1948 r. wygłosił odważne kazanie:

 

Z przykrością stwierdzić muszę, że ci zweryfikowani, którzy przez długie lata czekali na przyjście Polski, są dziś odsunięci od wpływów i poszli w odstawkę, natomiast na tych terenach rej wodzi niemiecki komunista. Poruszył też sprawę papieskiego listu: Jest tu taki powiat, który ma tylko 12 tys. mieszkańców, a Ojciec Święty widząc tych Niemców tak ściśniętych i głodnych, cierpi nad tym. I pomyślcie, że przecież trzeba z tymi biednymi Niemcami coś zrobić. Wtedy ktoś z tłumu rzucił: Wybudować im Oświęcim.

 

Po tym kazaniu władze natychmiast rozpoczęły procedurę odwołania proboszcza, co nie okazało się łatwe. Cieszył się dużym poparciem wśród wiernych. Żył ubogo, jedynie z jałmużny. Nie wyznaczał opłat za posługi kościelne i wszystkich traktował tak samo.

 

Władza ludowa zaczęła go oskarżać o wrogość wobec polskiego państwa i konfliktowanie ludzi. Pojawiło się pomówienie o pobicie ucznia, który nie nauczył się pieśni kościelnej (był to syn sekretarza Miejskiego Komitetu PPR). Przeciw proboszczowi wystąpiło też harcerstwo. Doczepiono się nawet do tego, że na stacjach drogi krzyżowej jedynie zakrył, a nie zlikwidował niemieckie napisy. Działacze komunistyczni dążyli do pozbawienia księdza polskiego obywatelstwa i wysiedlenia go do Niemiec.

 

2 czerwca 1948 r. odwołano go z funkcji proboszcza i zastąpiono księdzem z Warszawy. Ksiądz Pyka pozostał jednak w Głuchołazach i starał bronić swego dobrego imienia przed oskarżeniami. Próbował doprowadzić do rozprawy sądowej, podczas której mógłby przedstawić dowody niewinności, lecz władze mu to uniemożliwiły. Parafianie pisali pisma w jego obronie. Na niewiele jednak to się zdało. Decyzją biskupa Bolesława Kominka (pod naciskiem Wydziału Społeczno-Politycznego Urzędu Wojewódzkiego Śląskiego w Katowicach) przeniesiono go we wrześniu 1948 r. do Koźla.

 

Do 1958 r. był proboszczem w parafii św. Zygmunta. Potem zmuszono go do przejścia na emeryturę. Pozostał na parafii jako rezydent.

 

Ks. Dominik Pyka zmarł 12 czerwca 1985 r. Pochowano go w skromnej mogile na miejscowym cmentarzu.

 

Piotr Smykała, Romuald Kubik

 

Źródła: Cofałka J., Bracia Pykowie, Kalendarz Strzelecki 2001

Odpowiedz