fbpx Nivea – cudo alchemika z Gliwic | Strzelec Opolski

Nivea – cudo alchemika z Gliwic

Nivea – cudo alchemika z Gliwic

Artykuły : 
Numer wydania: 

[img_assist|nid=3034|title=|desc=|link=popup|align=left|width=113|height=150]Któż nie zetknął się z białym kremem w charakterystycznym niebieskim pudełku? Pamiętam jak mama smarowała nim nasze – moje i brata – dziecięce buzie zanim zimą wyszliśmy na dwór. Szklane pudełeczko kryło w sobie ten sam krem. Babcia trzymała je na szafce, obok staromodnych, metalowych wałków do włosów.

Gdy w sklepach pojawił się większy wybór środków czystości, zdobycie zapakowanego w kartonik mydełka z napisem Nivea już nie było takie trudne. Jakiś czas temu, porządkując różne starocie zalegające strych znalazłam, poza skamieniałymi proszkami E, starszymi pewnie ode mnie, zachomikowaną przez babcię przed laty tubkę pasty do zębów. Różni się od dzisiejszych kolorowych opakowań. Jest prosta – biało niebieska. Z charakterystycznym napisem Nivea.
Przez lata kolejne pokolenia używały i nadal używają kosmetyków tej marki. Mało kto wie, że swój początek miała ona niedaleko – w Gliwicach.
Sto lat temu ludzie myli zęby proszkiem, ręce - ługiem i nie znali kremów, a plaster opatrunkowy nikomu się jeszcze nie śnił. Rewolucję wprowadził gliwiczanin żydowskiego pochodzenia, Oskar Troplowitz. Wymyślił plaster, pastę do zębów, utarł trwały, gładki i biały krem a jego okrągłe mydełka podbiły Europę i Amerykę.
Dziś rynek w Gliwicach wypełniają sklepy i restauracje znajdujące się w otaczających plac kamienicach. Część z nich jest przedwojenna. Większość odbudowano po wojnie. Nie ma już narożnego, dwupiętrowego budynku przy wylocie ulicy Bytomskiej, który kiedyś należał do rodziny Troplowitzów. Pozostały tylko piwnice pamiętające tamte czasy. Wiek temu w tych piwnicach stały ponad dwumetrowe beczki z węgierskim winem, które leżakowało w chłodnych piwnicach. Nad wejściem do sklepu znajdującego się nad piwnicami wisiał szyld „Troplowitz und sohn” (Troplowitz i syn). Czemu tak? Troplowitz to stara nazwa dzisiejszej Opavicy – miasta w Czechach. Stamtąd do Gliwic przybyła żydowska rodzina, z której wywodził się zdolny wynalazca białego kremu. Zanim jednak do tego doszło, jego przodkowie parali się handlem.
Jakub Troplowitz na początku XIX wieku otworzył w Gliwicach sklep z alkoholem. Salomon, syn Jakuba, ze spirytusu przerzucił się na wina. Przez dziesiątki lat Troplowitze byli najpotężniejszą żydowską rodziną w Gliwicach. Handlowali winami na dużą skalę – sprzedawali całe beczki. Za handel winami dostał Order Czarnego Orła.
Jakub z trzech małżeństw doczekał się 12 dzieci. Louis był czwarty z kolei. Urodził się w 1825 roku. Nauczył się układania cegieł i założył firmę budowlaną. Został głównym budowniczym synagogi w Gliwicach. Louis chciał mieć syna, który przejąłby po nim schedę. Ożenił się z Agnes Mankiewicz, z którą miał dwójkę dzieci: w 1859 roku urodziła się Sophie, cztery lata później, 18 stycznia 1863 roku, Oskar. Luis chciał dzieci wychować na porządnych Żydów. Synowi chciał dać dobry wykształcenie, Szkopuł w tym, że w tym czasie w Gliwicach było tylko jedno gimnazjum, które na dodatek było ortodoksyjnie katolickie – prawie połowa chłopców, którzy opuszczali jego mury, zostawało teologami katolickimi. Nie o tym marzył Luis Troplowitz…
Młody Oskar opuszcza rodzinne Gliwice i jedzie do Wrocławia. Wstępuje do gimnazjum Marii Magdaleny. Chciałby studiować historię sztuki, ale srogi papa nie chce utrzymywać „artysty darmozjada”. Myśli nad przyszłością syna. Jego szwagier, Gustaw Mankiewicz ma dwie apteki – w Berlinie i Poznaniu. Obie działają wyśmienicie. To może być szansa na porządny fach dla Oskara. Chłopak zdaje we wrocławskim gimnazjum tak zwaną „małą maturę” i jedzie do wuja, do Berlina – będzie miał praktykę w aptece.
Oskar trzy lata uczył się aptekarskiego. Po tym czasie wraca do Wrocławia, żeby studiować farmację na tamtejszym uniwersytecie. Studia rozpoczyna, ale ich nie kończy. Przenosi się na Uniwersytet w Heidelbergu, żeby studiować… filozofię. Idzie mu znakomicie. Uzyskuje tytuł doktora filozofii. Kończy jednak karierę naukową – wraca do apteki wuja Mankiewicza.
W maju 1890 roku w jednym z pism farmaceutycznych Paul Carl Beiersdorf ogłasza, że chce sprzedać za 70 tysięcy marek swoje laboratorium dermatologiczne w Altonie (dzisiejszym Szlezwiku - Holsztynie). Plotka głosi, że stracił on sporo pieniędzy, na dodatek jego 16-letni syn popełnił samobójstwo, bo nie zdał do kolejnej klasy. Beiersdorf prowadził swój zakład z pomocą znanego w Niemczech dermatologa, doktora Paula Gersona Unny. Zatrudnia raptem 10 osób - 8 robotników, dwie ekspedientki i jednego laboranta.
Oskar Troplowitz widzi w tym życiową szansę, ale boi się pochopnie podjąć decyzję, żeby nie stracić pieniędzy. Tylko zaliczka wynosi 30 tysięcy marek – to fortuna. Prosi wuja Gustawa, żeby pojechał z nim do Beiersdorfa. Wuj radzi – kupuj ten zakład. We wrześniu 1980 roku Oskar Troplowitz podpisuje notarialny akt kupna. Od tego momentu rozpoczyna się nowożytna historia higieny Europy i świata.
Oskar Troplowitz stawia na nowoczesność – kupuje nowe maszyny. Po kilku miesiącach mało kto pamięta, że maści w Altonie (dziś dzielnicy Hamburga) mieszano ręcznie.
W 1981 roku Troplowitza odwiedza dentysta, znajomy z Gliwic. - Zrób coś z tym proszkiem z kredy. Przecież to niewygodne! Tym się nie da myć zębów. Już woda z octem była lepsza!
To nie takie trudne. Wystarczy do proszku dodać składnik spajający i jest pasta! Pierwszą, którą wyprodukował, Oskar Troplowitz nazywa Florisal, drugą - Kalichloricum. Obie łączy w jedną, którą można myć zęby codziennie. W ciągu kilku lat pasta podbija rynki Europy i USA.
Oskar nie poprzestaje na tym. Lubi eksperymentować. Wymyślił kauczukowy plaster, który zakrywa zranione miejsce, nie powodując podrażnienia skóry. Nie odkleja się i nie moczy. Nowy produkt kupują sportowcy i turyści.
Wymyślił też coś dla niemieckich dam – one jako pierwsze używały szminki w wysuwanym sztyfcie „Labello”.
Interes się kręci a jego właściciela stać na nowe inwestycje. Kupuje fabrykę mydła. Zaczyna od produkcji mydeł medycznych, potem robi toaletowe. Miesiącami próbuje, żeby efekt był taki, jak sobie wymyślił - gładkie, owalne białe mydełko. Udaje mu się. Żona znajomego radzi mu, by nazwać je Nivea, czyli po łacinie: śnieżnobiała. Mydło Nivea zaczyna sprzedawać w Europie, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Zainteresowanie jest tak wielkie, że na świecie zaczynają powstawać małe zakłady, które produkują pastę do zębów, plastry i mydło na licencji Troplowitza.
Biznesmen w 1891 roku żeni się z córką wuja, u którego odbywał praktyki – Gertrudą. Ślub bierze w Poznaniu, ale zaraz potem wyjeżdża do Altony. Kupuje działkę w Hamburgu, na której stawia fabrykę i dom.
W tym czasie w świecie chemiczno-przemysłowym odkrycie goni odkrycie. Doktor Izaak Lifschutz jest w tym światku znany – wynalazł zapałki. W 1902 roku dokonuje drugiego ważnego odkrycia - wyodrębnia z wełny owczej składnik o właściwościach emulsji, który nazywa euceritem. Przez kilka lat eucerit w formie maści przepisują na receptę lekarze.
W pracowniach chemicznych Troplowitza w Hamburgu trawają prace nad kremem. Oskar eksperymentuje uparcie, ale ciągle zamiast białej, gładkiej substancji otrzymuje żółtą, pełną grudek maź. Do momentu gdy dodaje euceritu zwanego też pięknym woskiem.
W 1911 r. Troplowitz kupuje od Lifschutza patent na emulgator - łój z mieszków włosowych owiec. Do trzech podstawowych składników - wody, tłuszczu i euceritu - dodaje glicerynę, cytrynę i niewielką ilość esencji różanej i liliowej. Tak powstaje pierwszy krem o delikatnej konsystencji, który się nie psuje i nie wygląda jak maść aptekarska. Lifschutz dostaje pracę u Troplowitza.
Fabryka Troplowitza się rozwija. Na chwilę przed wybuchem I wojny światowej zatrudnia 500 robotników. Pracują nie 60, a 56 godzin tygodniowo. Na Boże Narodzenie dostają pieniądze, a w ciągu roku mogą liczyć na płatny urlop. Jedzą za darmo w stołówce, a swe dzieci zostawiają na czas pracy w przyzakładowym żłobku.
Oskar Troplowitz ma szansę realizować dawne pasje – obraca się wśród paryskiej bohemy, kolekcjonuje prace awangardowych malarzy Kupuje jeden z pierwszych obrazów Pabla Picassa. Na ścianie swego salonu wiesza słynną „Kobietę pijącą absynt”. Kilkanaście lat później, już po śmierci wdowy Gertrudy, doliczono się w kolekcji Troplowitzów 63 obrazów.
Wybucha wojna. Do armii powołują najlepszych pracowników: chemików, dermatologów, farmaceutów. Oskar Troplowitz jest coraz słabszy. Zaczynają się problemy ze zdrowiem - skacze mu ciśnienie, czasem boli go serce. Na krótko wyjeżdża z żoną do Karlsbadu. Najchętniej jednak wypoczywa w swej niewielkiej posiadłości Westenscc. Dzień przed śmiercią wraca do Hamburga. Chce w sobotę zajrzeć do fabryki. Nie udało się – umiera 27 kwietnia 1918 roku na chodniku, w drodze do zakładu, który stworzył.
Fabryka działała nadal. Działa do dzisiaj. Znak Nivea znaleźć można na mleczkach, tonikach, szamponach, odżywkach, balsamach, olejkach. I oczywiście na kremie. Tym kremie w niebieskim pudełku z białym napisem.
Agnieszka Pospiszyl
Zdjęcia - www.rotfl.ltd.pl

Komentarze

Portret użytkownika Rafal. M
Wysłane przez Rafal. M w 24 luty, 2009 - 18:52

I mam rozumieć ze Nivea jest Polska?
To tak jak Kopernik był Polakiem, z Francuskim obywatelstwem.....
Paranoja!

Portret użytkownika KristofOSer
Wysłane przez KristofOSer w 26 luty, 2009 - 17:14

Chyba trochę źle zrozumiałeś intencję pani Pospiszyl,autorki tego artykułu.Pani Pospiszyl nie próbuje tutaj z Tropolowitza robić Polaka.Jest to tylko próba przybliżenia czytelnikom postaci która jest związana z naszymi stronami(Gliwice to nasze strony-prawie że za miedzą) a mało kto tutaj o tym wie.
Takich postaci jest więcej.Głównie są to ludzie którzy tutaj żyli w czasach niemieckich i z tego powodu nie są wspominani.Np. na stronach polskich "Wikipedii" nie wymienia się ich w opisie powiatu strzeleckiego,gliwickiego czy opolskiego a w niemieckim wydaniu "Wikipedii" można znaleźć ludzi którzy byli związani z naszym regionem.
W niemieckiej "wikipedii" przy opisie Strzelec czy Gliwic można znaleźć takie postacie jak, m.in. :
-św.Jacek z Kamienia
-Andreas Maria Graf von Renard (1795-1874)-jeden z twórców śląskiego przemysłu
-jego syn Johannes Maria Graf von Renard (1829-1874)-który kontynuował rozbudowę śgórnośląskiego przemysłu
-inny z "pionierów" śląskiego przemysłu-Franz Karl Wolfgang Graf von Ballestrem (1834-1910) z Pławniowic...także jego potomkowie są bardzo związani z naszymi stronami (miejscowa ludność zapamiętała ich m.in. za ich postawę w czasach nazizmu gdy bronili kościoła i śląskich obyczajów);
Rodzina Ballestrem jest do dzisiaj związana z Pławniowicami.
-z Kamienia pochodził też niemiecki generał wojsk pancernych z czasów II wojny generalleutnant Hyazinth Graf Strachwitz (1893-1968)
-ze związanych z śląskim przemysłem można by tu dodać Friedricha Wilhelma Grafa von Reden-jego pomnik stoi,znowu,w Chorzowie
-czy Johnna Bildona-Anglika który też tworzył górnośląski przemysł
-w Gliwicach tworzył Theodor Kalide (1801-1863)-jego rzeźby można oglądać w górnośląskich miastach-jego lwy i pomnik Redena w Chorzowie
........z nowszych czasów:
-ze Strzelec pochodził niemiecki polityk Erich Mende (1916-1998) m.in. niemiecki vice-kanclerz w rządzie Ludwiga Erhardta-lata 60,czas niemieckiego "cudu gospodarczego"
-z Gliwic pochodzi pisarz Horst Bieniek (ur.1930)-znane są jego książki o Gliwicach "Ostatnia polka"(sfilmowana),"Gliwice-górnośląska kronika"
Dobrze że na łamach "Strzelca Opolskiego" znalazło się miejsce na zaprezentowanie historii naszego regionu.Uważam że artykuł pani Pospiszyl i inne są ciekawe i dobrze napisane.Można się z nich dowiedzieć naprawdę ciekawych rzeczy.

KristofOSer

Portret użytkownika Jasmina
Wysłane przez Jasmina w 6 Marzec, 2009 - 20:53

W Poznaniu przed I Wojną Światową była fabryka kosmetyków i produkowano tam krem NIVEA. Dowiedziałeś się z artykułu, że żona wynalazcy pochodziła właśnie z Poznania. Ta fabryka kosmetyków znakomicie prosperowała w okresie międzywojennym, przetrwała wojnę i produkcję kontynuowano w tych zakładach po II Wojnie Światowej, oczywiście komuniści pozostawili dotychczasowy znak towarowy - NIVEA. Kremu NIVEA wyprodukowanego w Poznaniu używam ja, moja babka i prababka. Produkt jest świetny, receptura jest zachowana do dnia dzisiejszego. Jak widzisz Polacy nie przypisują sobie zasług w związku z wynalezieniem produktów NIVEA ale nie pojmuję dlaczego jesteś uczulony na Polaków. Według mnie to wynalazca Kremu NIVEA był Europejczykiem z racji wykształcenia, obyczaju, upodobań i filozofii życiowej. Bycie Europejczykiem to więcej niż bycie Polakiem, Żydem, Niemcem, Czechem itd. Pozdrawiam Cię.

Portret użytkownika kwiatostan
Wysłane przez kwiatostan (niezweryfikowany) w 22 Grudzień, 2012 - 18:00

Treść artykułu się zgadza z małym wyjątkiem. Opawica (daw.Troplowitz) to obecnie wieś w pow.głubczuckim woj.opolskie,przed wojną miasto i wieś. Z tej Opawicy pochodzi wynalazca kremu i pasty Nivea. A po czeskiej stronie też jest miejscowość Opawica.

Odpowiedz