Nie przeżyjemy, już po nas...

Nie przeżyjemy, już po nas...

Artykuły : 
Numer wydania: 

W ciągu kilku minut stracili to, na co pracowali całe życie. 15 sierpnia minęło dokładnie 10 lat, gdy przez powiat strzelecki przeszło tornado. Jak mówią mieszkańcy, tego nie da się opisać, bo widok był przerażający. Ucierpiało kilka wiosek, wśród nich była również Błotnica Strzelecka. To właśnie tam wspominano wydarzenia sprzed dekady.

 

Po południu w kościele odbyła się dziękczynna msza święta, której przewodniczył ksiądz Jerzy Kostorz. Kiedy przyszedł moment przekazania sobie znaku pokoju, proboszcz Jan Czekański, poprosił zebranych, żeby podali sobie ręce na znak zgody i pojednania.

 

Później wszyscy przeszli na plac przy OSP. Tam odbył się uroczysty apel, były przemówienia i podziękowania. Organizatorzy zadbali o poczęstunek i część artystyczną. Najważniejsze jednak były wspomnienia...

 

- Nie było mnie wtedy w Błotnicy, byłam w Kotulinie u córki. Robiło się czarno, zrywał się wiatr. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje w domu, nie mogłam się dodzwonić do syna. Wyjechaliśmy do Błotnicy, ale żadną drogą nie mogliśmy dojechać do domu. Na jednej leżał dach, na drugiej - drzewa itd. Jechaliśmy przez las, nie wiem, co się tam stało, bo leżał tam taki duży odłamek betonu. Uderzyliśmy w to autem. Na szczęście jakoś udało nam się dotrzeć do domu – opowiada Edyta Janota, mieszkanka Błotnicy. - To, co zobaczyliśmy na miejscu, było przerażające. Mieliśmy sporo dziur w dachu domu, na budynku gospodarczym zerwało nam cały dach. Jednak to nie były takie wielkie straty – dodaje.

 

Kobieta udzielała się w tamtym czasie w radzie sołeckiej. Po śmierci sołtysa we wrześniu 2008 roku zaproponowano jej pełnienie jego obowiązków. W listopadzie została wybrana sołtysem do zakończenia kadencji. Pani Edyta wspomina, że po tornadzie nikt nie został bez pomocy i wszyscy sobie wzajemnie pomagali.

 

- Ksiądz i OPS się o nas bardzo starali, Caritas dowoził nam jedzenie. Burmistrz codziennie był u nas, pytał, czego nam potrzeba i nam pomagał. Strażacy pracowali całymi dniami. Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim za tamtą pomoc – mówi pani Edyta.

 

Jan Makowski, wiceprezes OSP z Błotnicy Strzeleckiej, 15 sierpnia 2008 roku był w domu i dobrze pamięta, co się stało.

 

- To przyszło bardzo szybko i trwało może jakieś trzy minuty. Otworzyłem okno i zobaczyłem, co się dzieje. Mieszkam niedaleko remizy, więc od razu tam pobiegłem – opowiada. – Pierwsze co, to udrażnialiśmy drogi, bo wszędzie były poprzewracane drzewa. Następnego dnia rano zobaczyliśmy, jakie były zniszczenia w domach. Później pracowaliśmy też w parku – dodaje strażak.

 

Usuwanie skutków tornada trwało kilka miesięcy. Część domów musiała być na nowo odbudowana. Mieszkańcy nie ukrywają, że boją się, kiedy na niebie zbierają się chmury.

 

- Wtedy, wracając z Kotulina do domu, za szkołą zobaczyliśmy wir, „ryczącą” trąbę... Powiedziałam mężowi, że już po nas, że nie przeżyjemy, płakałam w samochodzie. To było takie wielkie i się ciągnęło... Nie potrafię tego opisać. Jeszcze dzisiaj widzę to i słyszę. Boję się każdej burzy. To naprawdę cud, że nikomu nic się nie stało – kończy pani Edyta.

 

JG

 

 

 

W wydaniu papierowym przeczytasz także: 
Kopią już 60 lat
Dożynki w Dziewkowicach

Odpowiedz