fbpx Najlepsze buty? Oczywiście od Gabora | Strzelec Opolski

Najlepsze buty? Oczywiście od Gabora

Najlepsze buty? Oczywiście od Gabora

Artykuły : 
Numer wydania: 

[img_assist|nid=2574|title=|desc=|link=popup|align=left|width=150|height=97]Tym, którzy długo szukali, zanim znaleźli dobre buty, słowo „Gabor” nie jest obce. Tak samo jak tym, którzy cenią sobie obuwie wysokiej jakości, perfekcyjnie wykonane, z naturalnej skóry. I tym, którzy chcą podążać za najnowszą modą również. Gdyby spytać, z czym kojarzy się słowo „Gabor” odpowiedzą bez wahania – z jedną z najlepszych firm obuwniczych w Europie.
Spytałam mieszkańców Strzelec, z czym im się kojarzy. „Proszę powtórzyć, bo nie znam takiego słowa” – usłyszałam. „Nie wiem, z niczym” – ta odpowiedź padała najczęściej. Zaledwie kilka starszych osób odpowiedziało, że z szewcem, który kiedyś mieszkał w Strzelcach i miał fabrykę obuwia.
Firma obuwnicza Gabor znana jest na całym świecie. Od lat słynie z wyrobów najwyższej jakości, modnych i bardzo wygodnych. W większości notek o historii przedsiębiorstwa znaleźć można informacje, że firma powstała w 1949 roku w Barmstedt pod Hamburgiem. Trudno doszukać się choćby małej wzmianki o tym, że buty marki Gabor powstawały już wcześniej, przed wojną, w Strzelcach Opolskich.
- Pius Gabor był szewcem – opowiada Waleska Hylińska, która była kiedyś nianią w rodzinie Gaborów. - Szył buty najpierw sam, potem założył fabrykę. Stała tam, gdzie teraz jest PPO, koło więzienia. Sporo ludzi zatrudniała. Jeszcze nie tak dawno temu żył w Sieroniowicach jeden szewc, który pracował u Gaborów. Buty tam szyli, a sprzedawali je w swoim sklepie. Gaborowie mieli kamienicę przy rynku, wtedy to było na Krakauer Straβe 5. Na dole był sklep, na piętrze ich mieszkanie. Jaki elegancki był ten sklep! Buty stały idealnie równo na półkach, drewniana podłoga była zawsze wyszorowana do białości. I ten zapach – skóry i pasty do butów.
Pius Gabor stawiał na jakość. Produkował tylko z najlepszej skóry, każdą parę osobiście sprawdzał. Jego dbałość o szczegół docenił Jacob Single, twórca marki „Salamander”. Pius Gabor mógł się posługiwać charakterystycznym znakiem z jaszczurką, który przyznawany był przez Jacoba Singla tylko butom najwyższej jakości. Znak ten pojawił się między innymi na firmowych łyżkach do butów Gabora.
Ponad miesiąc temu w salkach przyparafialnych obok kościoła pw. św. Wawrzyńca odbyło się spotkanie poświęcone Gaborom. Zorganizowała je polsko-niemiecka biblioteka Caritas im. Josepha von Eichendorffa w Opolu.
- Mam jedną taką łyżkę – powiedział wyjmując ją z kieszeni Roman Jackowiak. – Pan też? Myślałam, że mam jedyną w Strzelcach – szczerze zdziwiła się miła starsza pani, która siedziała obok niego.
- Miałam 18 lat jak zaczęłam u nich pracować – ciągnie swoją opowieść Waleska Hylińska. – Szukałam pracy, kupiłam gazetę i patrzyłam na ogłoszenia. Znalazłam to, które dała pani Lucy Gabor. Poszłam do niej, porozmawiałyśmy. Szukała kogoś, kto by chłopaków dopilnował, w domu oporządził a jak trzeba, to i w sklepie pomógł. Kilka kobiet się o tę pracę starało, ale jak się dowiedziała, jak mi na imię, to od razu dostałam tę posadę. Bo kobieta, która z tej pracy odeszła, tak samo się nazywała. Pani Lucy to bardzo dobra była. Taka serdeczna. Pius Gabor też. A chłopaki, jak to dzieci – lubili psocić, no ale jak dzieci nie psocą, to znaczy, że chore. Chłopców było pięciu. Najstarszy był Hans, potem Hubert, Bernard, Achim i Georg. Jak zaczęłam dla nich pracować, to Achim miał 10 lat, a Georg – 8. Wesoło z nimi było, lubili psikusy różne. Wołali na mnie Walli, krócej niż Waleska. Całą wojnę dla nich pracowałam. A potem Ruscy pod miasto podchodzili. Niemcy wyjeżdżali z miasta. Jak kto stał, tak uciekał. Pius i Lucy Gabor zostali. Pan Pius mówił, że nie może zostawić firmy ani pracowników. Gdy Ruscy weszli do Strzelec, zastrzelili Gaborów. Wzięli ich do takiego lasku, teraz to jest na końcu Mokrych Łanów, niedaleko Ujazdowskiej, przy ruinach starej remizy. Tam ich rozstrzelali razem z innymi Niemcami, którzy nie wyjechali. To co było w sklepie i mieszkaniu spalili albo rozkradli. A co się stało z dziećmi? Długo nie wiedziałam. Ludzie różne rzeczy mówili, że ktoś je ukrył, że starszych Ruscy zabili, że te młodsze po mieście się błąkały i nikt im nie dał nawet nic do jedzenia, żeby za pomoc Niemcom nie dostać kulki... Potem bałam się ludzi o to wypytywać. Gdzieś w latach 70-tych ktoś mi powiedział, że Gabor to nazwa wielkiej firmy szyjącej buty. Wiedziałam, że któryś musiał przeżyć wojnę. Ale dopiero po latach dowiedziałam się, jak to było naprawdę.
Goerg Gabor pierwszy po wojnie raz odwiedził rodzinne miasto dopiero w 2000 roku. Przyjechał do Polski gdy otwierano pierwszy sklep firmowy we Wrocławiu.
- Zadzwonił, że będą we Wrocławiu i chciałby przyjechać. Nie sądziłam, że Georg to taki starszy pan! Dla mnie on zawsze był 10-latkiem, z którym chodziłam na jagody do lasu. Przyjechał z dorosłym synem. Gdy się spotkaliśmy, to i on, i ja, byliśmy bardzo wzruszeni. Siedzieliśmy i wspominaliśmy… Pamiętali, że chodziliśmy na jagody – Geogr, Achim i ja, że nie chciało im się ich zbierać i moje z konewki wyciągali. Wspominali nasze spacery po lesie aż do gospody tam przy drodze na Osiek, za Farską Kolonią. Urwisy z nich były, trzeba przyznać. Cukierki zawsze wyjadali, lubili słodycze. Najpierw nie chcieli, ale udało mi się namówić ich na obiad. Jak dostali na talerzu kluski, roladę i kapustę, to się nadziwić nie mogli, że smakuje dokładnie tak, jak to Georg zapamiętał z dzieciństwa. Zanim do mnie przyjechali, dzwonili się spytać, jaki mam rozmiar. Mówiłam im, że nie trzeba mi butów. Zdrowie już nie te i z domu nie wychodzę, więc używam tylko Hausschuhe – pantofli. Ale się uparli i przywieźli mi buty. Ładne takie, z miękkiej skórki. Georg sam mi je na nogi wkładał. Klęczał ten synek przede mną i mi je zakładał. Taki światowy człowiek, taki bogaty, znany a swojej starej niani buty zakładał… Opowiedzieli mi wtedy, co się działo od czasu jak Ruscy weszli do Strzelec.
Rodzice, Pius i Lucy Gabor chyba przeczuwali, co się święci. Dzień przed wkroczeniem Czerwonej Armii wysłali synów do ciotki w Saalfeld, w Turyngii. Achim, który miał wtedy 16 lat, został zatrzymany i wysłany do kopania rowów obronnych. Trafił do niewoli. Hans był w wojsku, walczył pod Stalingradem. Bernard, trzeci z braci, również trafił do niewoli.
Achimowi udało się uciec. Z Turyngii przedostał się przez Berlin do Rostocku. Tam, żeby przeżyć, za kromkę chleba pomagał w mleczarni. Po jakimś czasie doszła do niego informacja, że Bernard wydostał się z niewoli. Obaj wrócili do Saalfeld. Tam zajęli się tym, co umieli od dziecka – produkcją butów. Nie było surowców, z których można by je robić, więc radzili sobie jak mogli – ze starych opon samochodowych, szyli własnymi rękami pantofle. Z czasem dorabili się pierwszych maszyn. Gdy sytuacja w powojennej Turyngii staje się naprawdę zła, bracia postanawiają przenieść się do Niemiec Zachodnich. Pakują dobytek do plecaków i na własnych plecach przenoszą go przez granicę. Tam otwierają pierwszy zakład w wynajętej fabryczce. I odnoszą sukces dzięki „butom dla każdego” czyli „Jedermann-Schuh”. Zatrudniają 14 osób. To co wyprodukują, Achim rozwozi do klientów w teczce na rowerze. Nie zawsze sprzedaje za gotówkę – czasami wymienia za żywność bądź skórę potrzebną w warsztacie. Trzy lata po rozpoczęciu działalności budują własną fabrykę. Kolejnym ich przebojem są buty „California”. Handlowcy niemal się o nie biją, wpłacają zaliczki na partie, które jeszcze nie zostały wyprodukowane. Bracia Gabor rewolucjonizują produkcję obuwia – jako pierwsi rezygnują z przyszywania cholew do podeszwy, oni je sklejają.
W 1966 roku Bernard Gabor ginie w wypadku samochodowym. Achim decyduje się przenieść fabrykę do Rosenheim pod Monachium. Przenosi maszyny, ponad 60 pracowników i ich rodziny. Lata 60-te to czasy najlepszej prosperity firmy – ich buty noszą gwiazdy kina, estrady, muzycy, politycy… Audrey Hepburn występuje w nich w „Śniadaniu u Tiffaniego”, The Beatles grają koncerty w butach od Gaborów. Firma rozwija się coraz prężniej, powstają nowe fabryki – w Portugalii, Austrii i Słowacji. Dziennie produkuje się ponad 25 tysiąca par obuwia, rocznie sprzedają ich prawie 8 milionów.
- W mieście niektórzy wiedzieli, że Gaborowie są właśnie stąd – ciągnie swoją opowieść pani Hylińska. – Ale po 89-tym, gdy oni mogli już spokojnie do nas przyjechać, to nikt nie chciał się podjąć tego, żeby ich zaprosić. Chyba władza się bała. Bo tam gdzie była fabryka Gaborów, teraz jest PPO. Zakład nie ucierpiał tak bardzo, produkcja szybko tam wróciła. Do dzisiaj w hali stoją maszyny z ich logo. Nikt ich nie używa, po prostu stoją. Chyba ludzie bali się, że oni będą chcieli swój dawny majątek odzyskać. No i aż do 2000 roku nie przyjechali. Ale mieli kontakt ze Strzelcami. Wiem, że kontaktowali się ze świętej pamięci proboszczem, księdzem Stelmannem. Wysłali mu w czasie stanu wojennego transport butów, żeby rozdać potrzebującym. Od niego chyba mieli też adresy byłych pracowników. A przecież to byli ludzie, którzy pracowali dla ich rodziców, oni byli wtedy małymi dziećmi! A pamiętali cały czas. Od lat 80-tych wysyłali paczki. Zawsze były buty, kawa. Czasami w kopercie pieniądze wysyłali, 20 marek, potem już euro. Koperty były czarne, takie jak na kondolencje – wtedy na poczcie nikt ich nie ruszał. I zawsze życzenia na święta przysyłali. Widzi pani, tacy ważni ludzie, a tacy normalni…
- Gdy przygotowywaliśmy się do obchodów 100-lecia kościoła pw. św. Wawrzyńca, pomyślałem, że można ich zaprosić – mówi Henryk Rudner. – Nie wiedziałem, jak się z nimi skontaktować. Wysłałem e-mail na oficjalny adres, jaki znalazłem na stronie internetowej firmy. Po jakimś czasie przyszła odpowiedź, że niestety pan Georg ma w tym czasie zaplanowany inny wyjazd. Mam nadzieję, że uda się go kiedyś do Strzelec ściągnąć. Bo dobrze by było, żeby mieszkańcy wiedzieli o tym, że taka osoba stąd się wywodzi.
Szukałam w strzeleckich sklepach butów z charakterystycznym „G”. Niestety. Po Gaborach w Strzelcach jest coraz mniej śladów.

Agnieszka Pospiszyl
Zdjęcia rodzinne z archiwum
waleski hylińskiej

Komentarze

Portret użytkownika Mariola Sklepińska
Wysłane przez Mariola Sklepińska (niezweryfikowany) w 16 Styczeń, 2011 - 19:04

Przeczytałam ten artykuł z zaciekawieniem ponieważ jestem na etapie poszukiwania najlepszych butów dla moich klientów.
W pierwszej chwili pomyslałam o butach Gabor jako butach eleganckich,klasycznych ,wykonanych z najlepszej skóry i znanych na świecie.
Znam markę Gabor jako wieloletnia klientka.
Dziwię się,że mieszkańcy Strzelec Opolskich tak obojetnie przechodzą koło tak wielkiej historii jak Rodzina Gabor.
Wierzę,że znajda się tacy co uznają wielkość tej Rodziny i dobro Ich serca jak mówi o Nich dawna Niania.Pozdrawiam.Mariola Sklepińska

Portret użytkownika Anna Gabor
Wysłane przez Anna Gabor (niezweryfikowany) w 31 Styczeń, 2011 - 22:44

Trafiłam na ten artykuł szukając w różnych miejscowościach kontaktów z osobami o nazwisku Gabor. Prowadzę drzewo genealogiczne Gaborów, w którym mamy przeszło 860 osób. Pokrewieństwo wszystkich zostało potwierdzone w księgach metrykalnych. Obecnie prowadzimy badania genetyczne osób o nazwisku Gabor, które jeszcze nie są wpisane jako krewni, a chcieliby się włączyć do badań w celu potwierdzenia lub wykluczenia pokrewieństwa. Może przez badania wyłonią się nowe linie Gaborów. Pewną ilość chętnych osób już przebadano i wyłoniono nowe linie nie spokrewnione z nami. Badanie jest włączone w program naukowy i w związku z tym my nie płacimy za nie. Badania genetyczne wykonuje Katedra Medycyny Sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Polega na zrobieniu wymazu ze śluzówki z wewnętrznej strony policzka. Badanie robi się osobiście w domu, a próbówki przysyłane są z Katedry Medycyny Sądowej. Potem trzeba je tylko odesłać pocztą. Z każdej rodziny bada się tylko jednego mężczyznę.
Jeżeli ktoś z czytających ten komentarz ma możliwość zapoznać panów Gaborów, o których jest mowa w artykule o możliwości tych badań, to bardzo proszę o pomoc w uzyskaniu kontaktu z nimi. Jeżeli osoby czytające ten komentarz znają jeszcze innych Gaborów, to bardzo proszę o kontakt w celu pomocy w tym przedsięwzięciu. Po skontaktowaniu się ze mną wyjaśnię wszystkie szczegóły badań.
Anna Gabor