fbpx Nad Rio Paraná | Strzelec Opolski

Nad Rio Paraná

Nad Rio Paraná

Artykuły : 
Numer wydania: 
Franz Cedzich przyszedł na świat 25 września 1911 roku w Dolnej. Jego rodzicami byli Stanislaw (8 maja 1875 - 12 lutego 1965) i Anna z d. Roźetz (pisana też Roźec, 5 października 1883 - 7 czerwca 1938). Ojciec był rolnikiem i murarzem. Franz był czwartym wśród dziewięciorga rodzeństwa. W domu rodzinnym mówiono po niemiecku i śląsku. Wszyscy członkowie rodziny byli gorliwymi katolikami.

Także młody Franz wyróżniał się żarliwą wiarą i zamiłowaniem do nauki. Ówczesny proboszcz parafii Dolna ks. Karl Böhm (1872-1940) przyjął go do grona ministrantów, a później przygotował do egzaminu w szkole średniej i wspierał finansowo. Pod jego okiem Franz pilnie uczył się niemieckiego, łaciny, matematyki, historii i innych przedmiotów. Podczas trudnych lat I wojny światowej, powstania śląskiego i plebiscytu mieszkał na plebanii.

Od dzieciństwa rodzice przygotowywali go do stanu duchownego. Już sam wybór imienia nie był przypadkowy. Nazwano go Franciszkiem na cześć św. Franciszka z Asyżu. Ojciec przyszłego biskupa wybrał się w 1924 roku do Domu Misyjnego św. Krzyża w Nysie z prośbą o przyjęcie syna do tamtejszego gimnazjum Księży Werbistów. Przyjęto go, gdy nie miał jeszcze 13 lat. Tam przebył dalszą drogę nauki, aż do egzaminu dojrzałości w 1931 roku.

Tego samego roku rozpoczął nowicjat Domu Misyjnego św. Gabriela w Mödling koło Wiednia oraz studia filozoficzno-teologiczne. Szkoła misyjna była słynna na całą Europę.

Młody Franz Cedzich nie tryskał zdrowiem, co omal nie przeszkodziło w jego misyjnych planach. Rada prowincjonalna dopuściła go jednak do ślubów pod warunkiem, że o siebie zadba. Święcenia kapłańskie otrzymał 19 sierpnia 1937 roku z rąk ks. kardynała Teodora Innitzera. Dla mieszkańców Dolnej było to wielkie święto, gdyż było to pierwszy kapłan wyświęcony z tej parafii. Wraz z nim święcenia przyjął przyszły misjonarz w Chinach i Japonii - ks. Josef Nocon. Wspólna nauka i wejście w stan kapłaństwa umocniła ich przyjaźń do końca życia. Mimo że powołanie rzuciło ich na przeciwległe strony globu, korespondowali ze sobą, kiedy tylko mogli.

Jeszcze przez rok Franz Cedzich kontynuował studia teologiczne. Mszę prymicyjną miał odprawić w rodzinnej wsi. Radość przyćmił jednak wypadek matki, która podczas przygotowań do święta nieszczęśliwie upadła i trafiła do strzeleckiego szpitala. Syn, przynaglony telegramem, przybył do łoża śmierci matki 31 maja 1938 roku, gdzie przebywał aż do jej ostatnich godzin. Zmarła 7 czerwca 1938 roku w wieku 54 lat. Młody ksiądz zamiast swej mszy prymicyjnej, 10 czerwca odprawił mszę pogrzebową matki. Do końca życia zdjęcie matki nosił w brewiarzu i stawiał na biurku.

Msza prymicyjna jednak się odbyła. Stało się to prawdopodobnie podczas chrztu, jaki dawał Heinrichowi Emilowi Szczerbinskiemu, mieszkańcowi Dolnej, 22 czerwca 1938 roku.

Podczas studiów w Wiedniu między Franzem Cedzichem a nowym proboszczem parafii w Dolnej, ks. Netterem, wyniknął spór. Ks. Netter był negatywnie nastawiony do rodziny Cedzichów. Powodem były pieniądze, które parafianie z Dolnej oddawali na studia młodego księdza. Sumy te nie dochodziły jednak do seminarium. W końcu sprawą zajął się ówczesny dziekan Karl Lange ze Strzelec, lecz niewiele wskórał.

Ks. Netter nie zjawił się na mszy prymicyjnej. Specjalnie z Biedrzychowic (Friedersdorf) przyjechał za to ks. Karl Böhm. Wygłosił kazanie po polsku i niemiecku. Zaraz po uroczystościach Franz Cedzich wrócił do Wiednia, a następnie wyjechał na misję.

AMÉRICA DEL SUR

„Monte Sarmiento” odpłynął z Hamburga 9 września 1938 roku. Kierował się do Ameryki Południowej, na pokładzie niósł młodego misjonarza, którego przeznaczono do pracy w Argentynie. W czasie podróży pisał listy do rodziny, które wysyłał z każdego portu. Wspominał m.in. że przez kołysanie statku notorycznie zacinał się w czasie golenia, co uświadamiało mu, że nie jest już w rodzinnym domu. Prawie każdego dnia, razem z innymi kapłanami, wczesnym rankiem odprawiał w sali balowej mszę świętą. Do Buenos Aires dopłynął 4 października.

Na miejscu udzielił chrztu 20 osobom. W czasie zbliżających się świąt Bożego Narodzenia gromadził się z innymi misjonarzami, by śpiewać po niemiecku kolędy. Argentyńczycy nie znali tradycji kolędowania, więc zwyczaj przyprowadzony z Europy był dla nich nowością. Ksiądz Cedzich odprawiał także msze w polskiej kaplicy, wokół której obracało się życie duchowe emigrantów.

Pierwsze miesiące poświęcone były szlifowaniu języka hiszpańskiego. W 1939 roku ks. Cedzicha wysłano do jego miejsca docelowego - regionu Encarnación w Paragwaju...

PAŃSTWO GROBÓW

Ksiądz Franz Cedzich został skierowany do pracy misyjnej w Paragwaju. Historia tego państwa jest równie fascynująca co nieprawdopodobna. Dawna kolonia hiszpańska, wicekrólestwo La Platy, wybiła się na niepodległość na wieść o zajęciu przez Napoleona Hiszpanii. Wkrótce z nowego organizmu odseparował się Paragwaj, co przypieczętowała bitwa nad rzeką Paraguarí. Kraj rządzony w sposób dyktatorski odizolował się od świata zewnętrznego. Przywódca, José Gaspar Rodríguez de Francia, nakazał całkowitą samowystarczalność. Zakazał importowania towarów, technologii a nawet korespondencji z resztą świata. Zakazał także wydawania prasy.

W 1865 roku wybuchła wojna paragwajska, zwana także wojną potrójnego sojuszu. Przeciwnikami były Brazylia, Argentyna i Urugwaj. Konflikt, który trwał 5 lat, był dla Paragwaju trudną do wyobrażenia katastrofą. Państwo straciło większość swojego terytorium. Tragiczniejsze były jednak straty w ludziach. W walkach zginęło około 90% dorosłych mężczyzn a populacja kraju zmniejszyła się o około 60% (dane te nie są ścisłe i różnią się w źródłach). W niektórych rejonach Paragwaju po wojnie na jednego mężczyznę przypadało ponad 20 kobiet (niekiedy wspomina się nawet o 38). Nietrudno sobie wyobrazić, co się wtedy działo.

Następne dziesięciolecia stały pod znakiem beznadziei, przewrotów wojskowych, konfliktów z sąsiadami. W latach 30. wygrana krwawa wojna z Boliwią włączyła w granice Paragwaju region Chaco. Konflikt nie przyniósł jednak spodziewanych korzyści, bo na przyłączonych terenach nie znaleziono, jak się spodziewano, ropy.

Rok 1940 był początkiem nowej dyktatury w Paragwaju. Prezydent Higinio Morínigo zawiesił konstytucję i zakazał działalności partii politycznych. Po krótkiej liberalizacji w 1947 roku doszło znów do przewrotu wojskowego, który wyłonił lidera - najmłodszego generała Ameryki Południowej, z pochodzenia Niemca - Alfredo Stroessnera. Okres jego rządów, który zakończył się dopiero w roku 1989, był odbierany za czasy względnego spokoju. Generał był w miarę tolerancyjny dla opozycji, lecz bezlitośnie zwalczał komunistów (czym zyskał sobie poparcie USA). Na porządku dziennym była jednak korupcja, porwania i morderstwa.

PIESZO OBOK KONIA

Ksiądz, przybywając tutaj konno z Argentyny w 1939 roku, natknął się na ogromne ubóstwo ludzi, którzy cechowali się jednak wielką religijnością. W regionie Encarnación, liczącym 30 tysięcy km2 i 40 tysięcy ludzi, posługę kapłańską pełniło tylko 3 księży. Franz Cedzich był czwartym. Jedynym środkiem transportu był koń. Gdy ksiądz z niego spadł, resztę trasy przeszedł pieszo obok czworonoga.

Od 1940 roku pracował na południowym wschodzie Encarnación w Carmen del Paraná. Mieszkała tu grupa polskich emigrantów, którymi się opiekował. Udzielał też wsparcia emigrantom niemieckim zamieszkałym w Hohenau. W 1946 roku został głównym proboszczem w Encarnación.

Praca nie polegała tylko na posłudze duchowej. Głównym problemem była nieprawdopodobna bieda ludności. Tłumaczył im, że poprawa losu zależy od ich własnego działania, a u władz państwowych wciąż zabiegał o reformy społeczne. Organizował ruch chłopski i robotniczy. Starał się, by kobiety znajdowały pracę. Rozbudowywał kościoły i parafie. Założył tygodnik parafialny „Orientación”, który później został gazetą diecezjalną. Sprowadził do pomocy 3 siostry zakonne. Przez te lata pieszo, konno lub rowerem, w zabójczym klimacie, przebył 40 tysięcy kilometrów bezdroży. Udzielił 5260 chrztów świętych, a 3650 dzieci przyjęło Pierwszą Komunię. Podczas całego życia przewędrował ponad 100 000 kilometrów.

BUDOWA KOŚCIOŁA I WOJNA

Osobną historią była budowa kościoła w Carmen del Paraná. Świątynię pw. Matki Boskiej Częstochowskiej budowano w latach II wojny światowej. Witraże miały być wykonane w Niemczech, lecz kolejowy skład z nimi został zbombardowany w Köln. W 1947 roku rozpoczęto budowę 35-metrowej wieży kościelnej. Świątynia służyła głownie ludności miejscowej, ale była też łącznikiem między dwiema grupami imigrantów - polską i niemiecką. W czasie, kiedy na wszystkich frontach świata te nacje stały po przeciwległych stronach okopów, w Carmen del Paraná uczęszczały do tej samej świątyni. W 1947 roku ksiądz pisał do rodziny, że udzielił ślubu polskiej parze - Piskorskiemu i Burdz.

Regularna korespondencja z rodziną przynosiła wieści o wojnie i biedzie, jaka po niej nastała. Ksiądz wspomagał ją jak mógł. Zamiast jednak posyłać paczki żywnościowe, wypełniał je cygarami i tabaką, które były towarem poszukiwanym i który łatwo wymienić można było na najpotrzebniejsze rzeczy. Zapomnieć o wojnie pozwalała praca na wyższej uczelni, gdzie nauczał literatury greckiej i łacińskiej. Jednak kolejne informacje z ojczyzny były coraz tragiczniejsze. Na wojnie zginęli bracia kapłana - Anton i Georg oraz jego liczna grupa przyjaciół i znajomych.

W ARGENTYNIE

W styczniu 1950 roku, w dowód uznania za dotychczasową pracę, generał księży werbistów mianował o. Cedzicha prowincjonalnym ekonomem południowej prowincji w Argentynie. Z nowych obowiązków wywiązywał się wzorowo, nigdy nie przerzucając ich na barki innych. Wystąpił też z inicjatywą założenia katolickiej agencji prasowej. Pomysł ten, często krytykowany, po latach okazał się wielce trafiony. Podjął się też prowadzenia niższego seminarium duchownego im. Josefa Freinademetza w Coronel Suárez w archidiecezji Bahia Blanca.

W końcu, w roku 1956, wybrano go głównym przełożonym południowej prowincji w Argentynie. Stanął przed ogromnym problemem braku kapłanów. W regionie służyło 82 ojców i 49 braci misyjnych, w nowicjacie były 22 osoby, zaś w seminarium studiowało 193 alumnów. Pod opieką mieli 200 000 wiernych. Dlatego też w 1958 roku Cedzich wybrał się do Rzymu. Przy okazji, mimo wielu trudności, udało mu się odwiedzić rodzinną wieś, Dolną, i Mazury. Z wyjazdu tego wrócił z dwoma misjonarzami z Bytomia, którzy wzmocnili kadrę duszpasterską w Argentynie.

Po zmianie władz prowincji werbistów w 1959 roku, wrócił na dawne stanowisko ekonoma. Czas ten wykorzystał na odbudowę i unowocześnienie drukarni misyjnej Guadalupe w Rafael Calzada. Pracował tutaj także jako duszpasterz i miał niesamowity dar zjednywania sobie ludzi. W liście wspominał, że w środę popielcową 1959 roku wyspowiadać się chciało u niego 1500 dzieci, z czego po całym dniu w konfesjonale udało mu się wyspowiadać jedynie 400, co było powodem do zmartwienia. W roku 1965 otrzymał z Dolnej tragiczną wieść o śmierci podeszłego w wieku ojca.

Najtrudniejszą, a jednocześnie ulubioną częścią pracy, była posługa w dorzeczu La Plata. Dwie rzeki, Rio Paraná i Rio Urugway, utworzyły tam rozległy, zalany obszar niemal niedostępny dla świata. 17 500 km2 bagnisk i rozlewisk zamieszkiwało 20 000 ludzi bez jednego kapłana. Dostać się tam można było jedynie łodzią. W 1964 roku ksiądz Cedzich wybudował tam pierwszą kaplicę i już niedługo do komunii przystąpiło w niej 347 dzieci i dorosłych.

TANGO Z DYKTATOREM

Drugiego lutego 1966 roku Franz Cedzich został mianowany przełożonym misji na cały okręg Alto Paraná - obszaru dziewiczej dżungli o powierzchni ponad 20 000 km2. Początkowo mieszkał w zwykłej chacie, ale przywódca kraju, Alfredo Stroessner, miał wobec tego regionu szeroko zakrojone plany. Rok wcześniej rozpoczął budowę jednej z największych elektrowni wodnych świata. Przez prowincję poprowadzono drogę i most łączące miasta Puerto Presidente Stroessner w Paragwaju i Foz do Iguacu w Brazylii. Prowincja przyciągała najemnych robotników i osadników.

Praca duszpasterska wśród Indian nie była łatwa. Trzeba było wypracować sposób ewangelizacji, który uszanuje ich kulturę i system wartości. Cedzich przekonywał ich, że chrześcijaństwo to droga do odnalezienia godności i wolności.

Jeszcze przed przybyciem nowego prałata w Puerto Presidente Stroessner (dziś Ciudad del Este) rozpoczęto budowę nowej świątyni. Miała ona nowoczesną architekturę, a dwie ściany były naturalnymi skałami. Budowę przerywano i podjęto ostatecznie w 1968 roku. Zbiegło się to z innym, niezwykle ważnym wydarzeniem.

W roku tym, dekretem ojca świętego Pawła VI, ogromną prałaturę podzielono na dwie niezależne części, z których utworzono diecezje. W Encarnación biskupem został o. Johannes Bockwinkel, a w Alto Parana - ks. bp Francesco Cedzich. 6 maja poinformowano go, że nowe biskupstwo ma objąć już 11 maja, co było dla niego ogromnym zaskoczeniem. Święcenia przyjął z rąk nuncjusza papieskiego 23 czerwca 1968 roku w katedrze w Encarnación.

Na uroczystości obecny był prezydent Stroessner z małżonką, który ofiarował Cedzichowi pierścień biskupi. Napis na herbie brzmiał Para que tengan vida - „Aby mieli życie”.

Kiedy Cedzich przybywał do Alto Paraná w 1966 roku, na obszarze tym były tylko trzy parafie. Gdy wprowadzano go uroczyście 30 czerwca 1968 roku do biskupstwa, parafii było już osiem, z kościołami i farami, oraz trzy żeńskie domy zakonne. Nominacja ta wywołała radość w rodzinnych stronach. Bp Franciszek Jop, administrator apostolski, przesłał do ks. F. Holisza w Dolnej list, w którym pisał, że wydarzenie to było wielkim zaszczytem dla całego Śląska. Jeszcze tego samego roku, już jako biskup, Franz Cedzich odwiedził Dolną.

Kościół w Puerto Presidente Stroessner konsekrowano 3 lutego 1970 roku. Obecnych było tysiące wiernych, dwóch biskupów, 13 kapłanów oraz prezydenta republiki z ministrami. Uroczystość transmitowana była przez radio na cały kraj.

W lipcu 1971 roku biskup Cedzich udał się do Europy, gdzie szukał finansowego wsparcia dla swojej diecezji. Odwiedził też Dolną, gdzie wziął udział w odpuście Matki Boskiej Szkaplerznej. W drodze powrotnej udał się do Wiednia, tam poddał się szczegółowym badaniom lekarskim, stan jego zdrowia bowiem się pogarszał.

W Paragwaju, mimo coraz gorszego samopoczucia, odmawiał wizyty u lekarza. Dopiero w listopadzie 1971 roku zgodził się na badania. Stwierdzono u niego podwyższony poziom cukru i wysokie ciśnienie. 12 listopada doszło do wylewu krwi do mózgu. Przewieziono go do kliniki w Asunción, gdzie stwierdzono nowotwór mózgu. Zapadła decyzja o operacji wykonanej 22 grudnia. Biskup Franz Cedzich zmarł po niej, nie odzyskując przytomności, 22 grudnia 1971 roku (23 grudnia czasu polskiego). Do Dolnej wiadomość dotarła w Wigilię Bożego Narodzenia.

Pogrzeb odbył się 27 grudnia. Ciało biskupa spoczęło w krypcie kościoła, który sam wybudował. W uroczystościach brało udział kilka tysięcy wiernych, 7 biskupów i 40 kapłanów oraz prezydent z rządem. Nuncjusz apostolski powiedział o nim: Charakterystyczne dla niego były prośby bardzo proste, które na ostatnim zakręcie w swojej diecezji, w sercach kapłanów i wiernych pozostawił. Biskup Cedzich żyje w sercach wielu wiernych jako ojciec Francisco.

Krzyż i pierścień biskupi zostały przekazane rodzinie. Krzyż został umieszczony na tablicy pamiątkowej w kościele w Dolnej, po lewej stronie nawy głównej. Za sprzedany pierścień ufundowano kielich mszalny, który do dziś kapłani używają podczas liturgii.

Postać biskupa Cedzicha jest otoczona w Paragwaju powszechnym kultem. Traktuje się go niemal jak świętego. Wyrył się w pamięci nie tylko dobrocią, ale i swoimi słabostkami i zwyczajami. Uwielbiał pić miejscową mate, ubierał się skromnie, a łańcuch do biskupiego krzyża kupił na miejscowym targu. Jak powiedział: Chcę kupić to, co dają za 2,30 za metr. Przez ponad 30 lat zawsze chodził spać o godz. 21.15. Kiedy nadeszła ta godzina, mówił: Dzieci i biskupi do łóżka! Gdy pytano się, jak się czuje, odpowiadał im zawsze: ¡Gordo y feliz! - korpulentnie i szczęśliwie.

PIOTR SMYKAŁA, ROMUALD KUBIK

Komentarze

Portret użytkownika robert
Wysłane przez robert (niezweryfikowany) w 1 Listopad, 2012 - 15:33

Drogi Piotrze tego pierscienia nie sprzedano lecz nadal jest w naszej rodzinie a kielich kupila cala rodzina cedzich wiem to. pozdrawiam Robert Cedzich

Odpowiedz