fbpx Murem w sąsiada | Strzelec Opolski

Murem w sąsiada

Murem w sąsiada

Artykuły : 
Numer wydania: 

[img_assist|nid=213|title=|desc=|link=popup|align=left|width=150|height=100]Stoją tam trzy domy. Dwa należące do rodziny Popanda i umiejscowiony w małej, narożnej działce stary dom, zakupiony ostatnio przez nowych właścicieli. Przed laty było to jedne gospodarstwo rolne. Z czasem, kiedy rodzina się rozrastała, powstały na tym terenie oddzielne działki. Na tej najmniejszej postawiła swój dom ciotka Łucji Popandy. Dom, według słów właścicielki, stanął częściowo na terenie jej działki. Zewnętrzna ściana wchodzi na głębokość 20 cm na teren sąsiedzki. Ponieważ jednak wszystko należało do rodziny, nikt nie robił z tego afery. Z rodziną się nie wojuje. Z czasem dom zmienił właściciela, lecz kwestia spornego kawałka muru nie została rozstrzygnięta. Teraz domek ten wykupiło małżeństwo – Holender i Polka, którzy zaczęli remont i nie chcą przyjąć do wiadomości, że budują się nie na swoim terenie.
- Na początku sąsiad wydawał się miły – mówi Łucja Popanda, - lecz szybko przestał, kiedy wyszła sprawa spornego terenu. Zaczęło się obmawianie i grożenie. A my tylko upominamy się o swoje.

Nowe porządki
Sporna ściana domu wybudowana została jeszcze przez ciotkę Popandów. To, że zrobiła to nie na swoim terenie, wyszło przy okazji sprawy okna, które zaglądało wprost na teren gospodarzy. Ci [img_assist|nid=214|title=|desc=|link=popup|align=left|width=150|height=100]starali się, żeby ciotka je zamurowała. Przy sprawdzaniu map wyszło na jaw, że zewnętrzna strona domu ciotki wybudowana została na terenie Popandów. Okno zamurowano, lecz mur został tam, gdzie stał.
Kłopoty zaczęły się, kiedy domek przeszedł w obce ręce. Pierwsze dni gospodarzenia na nowym domu zaczęło od wyburzenia większości tego, co stało. Wyburzenia bez niezbędnego pozwolenia budowlanego. Popandowie może by i niewiele sobie z tego robili, gdyby nie ściana, która zbudowana jest starym sposobem gospodarskim, czyli z wszystkiego, co pod rękę się nawinęło – kamieni polnych, resztek słupków i czegokolwiek, co chociaż przypominało kamień. Gdy patrzy się na nią dzisiaj, kiedy większości dawnego domu już nie ma, widać przez szpary światło z drugiej strony. Nowi gospodarze rozebrali stary budynek niemal do fundamentów, pozostawiając jedynie ów nieszczęsny mur. Fundamenty są płytkie, więc mur nieprzytrzymywany przez konstrukcję dachu może runąć w każdej chwili. Podczas rozbiórki robotnicy wchodzili na teren Popandów bez ich pozwolenia, żeby zebrać odpadający z domu gruz.
Nowy właściciel ma jednak jeszcze dalej idące plany. Chce zewnętrzną ścianę budowanego domu ocieplić i wsunąć nad nią krawędź dachu. A to oznacza, że na teren Popandów wszedłby już na prawie pół metra.

To wiedźma jest
Kiedy sytuacja się zaostrzyła, Popandowie wezwali inspekcję budowlaną. Wtedy okazało się, że roboty budowlane prowadzone są bez żadnych pozwoleń. Inspekcja wlepiła właścicielom budowy mandat i zakazała prowadzenia prac aż do czasu przyznania pozwolenia. Zezwoliła jedynie na wysprzątanie terenu i zabezpieczenia budowy. Łucja Popanda twierdzi jednak, że prace budowlane prowadzono nadal.
Inspektor budowlany, Piotr Hamryszak niechętnie wypowiada się w tej kwestii – Inspekcja budowlana nie jest od orzekania, do kogo należy działka, lecz od pozwoleń budowlanych i nadzoru. Jeżeli pani Popanda twierdzi, że mur domu sąsiada znajduje się na jej terenie, niech skieruje tą sprawę do sądu. On orzeknie, jaka jest prawda i co z tym fantem dalej zrobić. Jeżeli wydawane będzie pozwolenie budowlane i tak zawiadomieni będą o tym najbliżsi sąsiedzi i bez rozstrzygnięcia kwestii własności nie ma mowy o wydaniu pozwolenia na dalsze prace.
W miniony piątek na ścianie zatrzymanej budowy pojawił się napis: „Na sprzedaż. Tel... Jak kupicie to uważajcie na wiedźmę z sąsiedztwa” i numer telefonu. Napisał to na ścianie sprayem jeden z robotników na polecenie właściciela – Holendra, który nie zna języka polskiego. Na bramie wjazdowej do posesji zawiesił zdjęcie państwa Popandów i również sprayem napisał: „Mam już dość swojej sąsiadki!”. Tego samego dnia Łucja Popanda zdjęcie zdjęła, lecz napisy pozostaną tam jeszcze długo.
Udało mi się skontaktować z żoną właściciela działki.
– Mąż tak się zdenerwował, że zdecydował się sprzedać dom – mówi.
Czy nie widzi pani nic zdrożnego w nazwaniu kogoś publicznie „wiedźmą”? To przecież obelga i pani Popanda ma pełne prawo pójść z tym do sądu.
- Mój mąż też był obrzucany przez nią obelgami. We wtorek mamy spotkać się z geodetą, który rozstrzygnie, na czyjej działce postawiona jest ściana domu i jak prowadzić dalej budowę.
To w końcu sprzedajecie państwo dom czy kontynujecie budowę?
- Jeszcze nie zdecydowaliśmy.
Przypadek z ulicy Nowowiejskiej można postrzegać jako typowy spór sąsiedzki. Pamiętać trzeba jednak, że właściciele rozbieranego właśnie domu dwukrotnie złamali prawo. Po raz pierwszy rozpoczynając rozbiórkę domu bez potrzebnych pozwoleń i po raz drugi szkalując sąsiadów napisami na murze. Wszystko wskazuje na to, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie.
Romuald Kubik

Odpowiedz