fbpx Masakra ludzi Bartka | Strzelec Opolski

Masakra ludzi Bartka

Masakra ludzi Bartka

Artykuły : 
Numer wydania: 
Dwunastego lutego 1945 roku do rodzinnej miejscowości Bartka (właśc. Henryk Flame) - Czechowic-Dziedzic na Podbeskidziu - wkroczyli Sowieci. Dowódca partyzantów postanowił się ujawnić, lecz podziemne struktury oddziału Narodowych Sił Zbrojnych, którym dowodził, zostały zachowane. Sam Bartek, wbrew woli większości miejscowych komunistów, został komendantem miejscowej Milicji Obywatelskiej, co wkrótce wykorzystał do walki z nowym okupantem. W szeregi MO wprowadził swoich ludzi. Ich poczynania szybko zostały zauważone i partyzanci znów musieli skryć się w lasach.

KRÓL PODBESKIDZIA

Żołnierze należący do NSZ zastąpili członków Armii Krajowej, którzy nie działali na tym terenie zbyt długo i nie odnosili większych sukcesów. Podwładni Bartka stanowili w regionie największy niepodległościowy oddział, doskonale wyszkolony i wyposażony, a co ważniejsze - zdeterminowany do walki z komunistami.

Zgrupowanie NSZ liczyło około 300 partyzantów. Raporty UB, które są dość wiarygodne, wyszczególniają liczebność pododdziałów: oddział „Sztubaka” - 80 ludzi, „Konara” - 40, „Andrusa” - 30, „Zemsty” - 25, „Śmiałego” - 22, „Żmiji” - 20, „Żbika” - 15, „Małego” - 15, „Murzyna” - 12.

Najgłośniejszym ich wyczynem było zdobycie Wisły. Stało się to 3 maja 1946 roku. Partyzanci weszli do miasta, opanowali je bez jednego wystrzału, po czym przez dwie godziny spokojnie urządzili sobie defiladę główną ulicą. W tym czasie funkcjonariusze milicji zabarykadowali się w urzędzie i nie ośmielili się wyściubić poza niego nosa. Wydarzenie to rozeszło się głośnym echem po całym niepodległościowym środowisku. Było to też kopniakiem w twarz dla władzy ludowej, która nigdy tego upokorzenia nie zapomniała. Po defiladzie Henryk Flame zyskał przydomek „król Podbeskidzia”.

Z czasem nasilone akcje przeciwko partyzantce zmusiły żołnierzy do odwrotu. Oddział zaczął się kurczyć. Mimo że zadawali przeciwnikowi poważne straty, sami ponosili więcej ofiar. Wtedy pojawił się zbawiciel.

LAWINA

Nazywał się kpt. Lawina (właśc. Henryk Wendrowski). Został przysłany przez centralę NSZ w Monachium. Wraz z nim „Kossowski” vel „Korzeń”. Zdobyli zaufanie dowódcy partyzantów i zaproponowali Bartkowi udział w zebraniu w sztabie Obszaru Zachodniego NSZ w Gliwicach. Spotkanie to było od początku do końca ustawione przez UB. Tematem było przerzucenie żołnierzy na Zachód, do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Zarówno transport, etapy pośrednie, jak i miejsce docelowe miały być zorganizowane przez Narodowe Siły Zbrojne. Trasa przerzutu biegła przez Dolny Śląsk i Czechosłowację. Do Gliwic pojechał „Bartek” w towarzystwie „Lawiny”, swego zastępcy Jana Przewoźnika ps. „Ryś” oraz Anny Czorny ps. „Anuszka”.

Dowódca wolał wszystko sprawdzić. W pierwszym rzucie wysłał trzech zaufanych żołnierzy, którzy po dotarciu do Jeleniej Góry zameldowali, że wszystko jest w należytym porządku. Uspokojony Bartek zebrał następną grupę - około 200 ludzi, którzy od początku września etapami wyruszali w podróż.

Transport liczył po 2-3 samochody ciężarowe poprzedzane jednym samochodem osobowym. W nim i za kierownicami ciężarówek siedzieli ludzie Lawiny, którzy na punktach kontrolnych legitymować się mieli fałszywymi dokumentami UB.

Transporty wyjeżdżały nocą i słuch po partyzantach ginął. Nieliczni z ocalałych po prostu spóźnili się na transport albo zabłądzili w lesie, szukając ciężarówek.

LIKWIDACJA

Operacja zaplanowana w Urzędzie Bezpieczeństwa była diabolicznie dopracowana w najmniejszych szczegółach. Kierownictwo UB doszło do wniosku, że wydajniej jest zwabić partyzantów na upatrzone miejsce, niż ganiać się za nimi po lasach.

Ciężarówki trafiały w różne miejsca. Egzekucje odbywały się prawdopodobnie w okolicach Łambinowic i na terenie starego lotniska w Starym Grodkowie, gdzie również zamknięto żołnierzy w baraku i użyto ładunków wybuchowych. Transport do Hubertusa dotarł w nocy 25 września 1946 roku. Po godzinie 22 przez Barut przejechała kolumna ciężarówek, która znikła w lesie.

Przed świtem mieszkańców wsi obudził potężny huk, a kiedy wyszli zobaczyć, co się stało, nad lasem unosiła się łuna. Przez kolejne dni dostęp do lasu był zabroniony. Strzegli tego funkcjonariusze ubrani po cywilnemu. W tym czasie trwała akcja oczyszczania miejsca zbrodni. Mimo to długo mieszkańcy okolicznych wiosek znajdowali po lasach pozawieszane na gałęziach skrawki munduru z naszywką „Poland”, fragmenty listów i ludzkie szczątki. Kiedy jesienią opadły liście, na jednej z jabłonek znaleziono ludzką rękę.

Co wydarzyło się tamtej nocy na Hubertusie? Relacje pozwalają zrekonstruować przebieg wydarzeń.

Kolumna ciężarówek zatrzymała się opodal budynku na leśnej polanie. Był to kolejny etap pośredni podróży, przygotowany rzekomo przez centralę NSZ. Żołnierze mieli zapewniony nocleg i posiłek. Dostali też sporą ilość wódki. Alkohol został przedtem zaprawiony środkiem usypiającym przez lekarza UB z Katowic - Iwańskiego. Kiedy żołnierze zasnęli w stodole, jeden z UB-eków, Władysław Ossowski (nazwisko znane jest z relacji nawróconego funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa, Jana Zielińskiego) fińskim nożem zabił wartownika. Tutaj relacje się rozmijają. Według jednej wersji, do stodoły, gdzie wcześniej ukryto bańki z benzyną, wrzucono kilka granatów ręcznych. Według innej relacji wysadzono ją 5-6 minami przeciwczołgowymi. Druga wersja jest bardziej prawdopodobna, bo zgadza się z relacjami o potężnej eksplozji słyszanej we wsi.

Prawdopodobnie część żołnierzy Bartka przeżyło wybuch i została dobita przez UB-eków. Do akcji sprowadzono z Katowic 70 najbardziej zaufanych funkcjonariuszy. Pomagać im miało około 40 Rosjan. O ich udziale w akcji nie ma śladu w dokumentach, lecz mieli oni swoim doświadczeniem poradzić sobie z zatarciem śladów mordu, z czego wywiązali się wzorowo.

Stodoła, a raczej to co z niej zostało, została oblana benzyną i podpalona. Płomienie zniszczyły większość śladów, a to co pozostało prawdopodobnie wrzucono do jednego z miejscowych stawów.

BARTEK

Dowódca oddziału uniknął masakry. Nie wyruszył w pierwszych transportach na zachód. Od Andrzeja Bujaka, który twierdził, że jako jedyny uratował się z masakry na hubertowskiej polanie, Bartek dowiedział się o tragedii i zrekonstruował trasę transportu. Bartek zjawił się na Hubertusie w 1947 r., kilka miesięcy po masakrze. Wraz z miejscowym leśniczym, który również pochodził z Wisły, odwiedził miejsce zbrodni.

Zarówno Bartek jak i jego ludzie skorzystali z amnestii ogłoszonej przez władzę ludową w lutym 1947 roku. Dowódca partyzantów mógł żyć jak zwykły człowiek i nie był niepokojony przez funkcjonariuszy. Musiał za to stawić czoła gorszemu losowi. Każdego dnia napotykał rodziny zabitych towarzyszy i musiał odpowiadać na pytania, co się z nimi stało.

1 grudnia 1947 roku funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej, Rudolf Dadak, zastrzelił Bartka w gospodzie w Skoczowie. Stało się to, gdy milicjant był już po służbie. Oficjalnie była to jego samowola, lecz zabójca nigdy nie odpowiedział za swój czyn.

Główny wykonawca planu likwidacji ludzi Barka, Henryk Wendrowski vel kapitan Lawina twierdził po latach, że sądził, że akcja ma na celu tylko aresztowanie żołnierzy. W PRL-u Wendrowski zrobił błyskawiczną karierę. W latach 1968-73 pełnił funkcję ambasadora Polski w Kopenhadze. Zmarł w 1997 roku.

Szacuje się, że podczas masowych mordów na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku zginęło około 200 żołnierzy Bartka.

ROMUALD KUBIK, PIOTR SMYKAŁA

Komentarze

Portret użytkownika czytelnik zorientowany
Wysłane przez czytelnik zorie... (niezweryfikowany) w 13 luty, 2013 - 21:47

Warto dodac historie postawienia pomnika krzyza na Hubertusie, dzieki staraniom Karola Smoczkiewicza z Opola.
On sam juz nie zyje ale sa ludzie, ktorzy to pamietaja i mogliby dokonczyc te historie.
Sa takze osoby w Barucie, Jemielnicy, Strzelcach Opolskich, ktore pamietaja ten dzien i moze dzisiaj moglyby wiecej powiedziec, moze juz sie nie boja, ze przyjdzie do nich seryjny samobojca.
Duzo na ten temat materialu lecialo w telewizji strzeleckiej CITY SAT, na samym poczatku istnienia.

ss,
zadaj sobie trud aby najpierw zbadac sprawe zanim zabierzesz glos i bedziesz oskarzac POlakow.
Zadaj pytanie Internetowi kto zakladal UB, kto tam sluzyl, kto dowodzil WSW i podobne, wtedy przeprosisz za swoja glupote.

Odpowiedz