Ksiądz w turbanie

Ksiądz w turbanie

Artykuły : 
Numer wydania: 
Przyszedł na świat w Wilkowicach (Groß Wilkowitz) opodal Toszka 15 lutego 1905 r., jako szóste z siedmiorga dzieci. Jego ojciec był kierownikiem miejscowej szkoły. Ernst Schlappa (używał też pisowni nazwiska Szlapa lub Szlappa, a imienia Ernest) po otrzymaniu świadectwa dojrzałości w 1925 r. złożył podanie o przyjęcie do Zgromadzenia Słowa Bożego, czyli Księży Werbistów (w skrócie SVD od Societas Verbi Divini). Pisał w nim „Zamierzam poświęcić się rozszerzaniu Ewangelii w krajach misyjnych”.

1 września został przyjęty do nowicjatu w seminarium misyjnym St. Gabriel w Austrii, gdzie przez 2 lata studiował filozofię a przez 4 – teologię. Na kapłana wyświęcony został 5 maja 1932 r. Prymicje odbyły się w rodzinnej miejscowości, a msza prymicyjna w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Zbrosławicach. Przez krótki czas pracował w duszpasterstwie krajowym w Wiedniu i Nysie, a następnie na miejsce pełnienia posługi wyznaczono mu Indore w centralnych Indiach.

Przybył tam 5 grudnia 1932 r. wraz z innymi pionierami, ojcami: Kanskim, Waldem i Westermannen. Pierwszą jego placówką było miasto Panchkui. Później pracował również w Bhagor i Unnai. W 1937 r. założył Centrum dla kształcenia katechistów w Sirpur, w dystrykcie Khamdwa. W 1947 r. wybrany został delegatem do Kapituły Generalnej w Rzymie. Wyjazd ten miał na długo wpłynąć na jego życie.

Po spełnieniu obowiązków w kapitule zapragnął odwiedzić swoje rodzinne strony. Kiedy je opuszczał, było to terytorium niemieckie. Teraz przyjeżdżał do Polski rządzonej przez komunistów. Ci skutecznie postanowili utrudnić mu życie i nie pozwalali księdzu na wyjazd z kraju. Krótka wizyta przerodziła się w 10-letni przymusowy pobyt w Polsce.

Mieszkał w domach werbistów. W tym czasie nosił swój najbardziej rozpoznawalny atrybut – długą brodę. Zgolił ją w Pieniężnie za namową przełożonych. Ojciec Ernst bywał też na ziemi strzeleckiej u swoich krewnych, między innymi w Dolnej u Mojsów czy Barteczków. Kilkakrotnie uczestniczył u nich w weselach i innych uroczystościach.

Usilne prośby o pozwolenie na powrót do Indii zostały uwzględnione przez władze dopiero w 1957 r.

Na miejscu mianowano go Prokuratorem Misyjnym w Bandra. Od 1959 do 1961 roku był proboszczem w Ratlam, a w latach 1961-1964 znowu w Bandra. W 1964 r. przejął parafię w Panchkui, a w 1969 r. znowu trafił do Ratlam jako proboszcz.

W 1973 r. zrezygnował z pracy duszpasterskiej. Poświęcił się całkowicie opiece nad osobami trędowatymi w założonym przez siebie przytułku „Ish-prem Basti”. Znajdował się on tuż za miastem Ratlam. Pracę nad budową domków dla trędowatych rozpoczął już w 1972 r. W dziele tym pomagały mu zarówno władze miejscowe jak i państwowe. Jedna w popularniejszych gazet napisała: „ojciec Schlappa, człowiek z białą brodą, poruszony litością nad biednymi trędowatymi, których nikt nie chce zobaczyć, dokonał chwalebnego czynu - fundację kolonii Bożej miłości (Ish-prem Basti)”. Był to pierwszy taki ośrodek w tym mieście.

W ośrodku tym pracował 13 lat. 11 marca 1986 r. został przyjęty do Domu Opieki, gdzie rozpoznano u niego chorobę nerek, pęcherza i prostaty. Przeszedł 2 operacje, po których poczuł się lepiej. Wrócił do „Ish-prem Basti”, lecz szybko jego stan zdrowia się pogorszył. Wrócił do szpitala od razu na oddział intensywnej terapii. Nerki przestały pracować i ksiądz musiał zostać poddany dializie. Odszedł 31 października 1986 r.

Podopieczny z ośrodka dla trędowatych wspominał: „Traktował nas jak swoje dzieci. Może nie dostaniemy już drugiej osoby jak o. Schlappa, która by nas tak kochała i nam pomagała”.

Jego zwłoki pozostawiono na jeden dzień w St. Arnold Seva Sadan, skąd zabrano je 1 listopada, w dzień Wszystkich Świętych do Palda, gdzie odprawiono obrzędy pogrzebowe. Wzięli w niej udział biskupi z Indore i Khandawa, siostry i bracia zakonni, księża i mieszkańcy Ratlam.

O tym, z jakimi borykał się problemami podczas misyjnej pracy, najlepiej świadczą listy, jakie regularnie wysyłał do Polski.

Panchkui, 21 III 1967

Moi Drodzy

Paczki, które nadchodzą z Polski, są wielką niespodzianką. Przyszło też kilka z Pieniężna. Serdecznie dziękuję Wam za to.

Jak widzicie nie jestem już w Bombaju, ale tu gdzie pracowałem 33 lata temu przed moim wyjazdem do Polski i to w dżungli. Sprawdziło się przysłowie, które jeszcze pamiętam z domu. „Jak ksiądz mieszka w lesie, to też każdy mu coś niesie”. W naszej okolicy szczerze mówiąc głód nie jest straszny, ludzie przynajmniej z głodu nie umierają. Ale biedy jest dużo i bardzo ciężko coś odpowiedniego znaleźć do zjedzenia. I dlatego z wielką radością przyjęliśmy wszystko.

Wszystkim odpisałem, ale może się zdarzyć, że jedna lub druga paczka zaginęła, bo w Bombaju celnicy robią czasem trudności, albo też może któryś z nich się zakochał w jakiejś paczce i po prostu wziął ją sobie. Jeśli był ubogi, to niech mu służy. Otrzymał ją wprost od Pana Boga. Może Was jednak ktoś czasem pytać, dlaczego nie otrzymał potwierdzenia odbioru, proszę zatem mu to w ten sposób wyjaśnić.

W liście z Ratlam z 21 marca 1969 r. pisze:

Co do mnie, to ze względu na to, że jestem już dość stary (64 lata) nie jestem już na placówce tzw. „misjonarskiej”. Ratlam jest miasteczkiem i najwięcej katolików to kolejarze. Są tu i biedacy. Jak mogę tak im pomagam pieniędzmi. Cieszę się też bardzo, gdy otrzymam paczkę i mogę biednym pomóc, jednakże paczki nie są tu tak potrzebne jak w miejscach pracy o. Bony. Ucieszę się bardzo, gdy oni tam więcej otrzymają.

Co do wieści o zamordowaniu jakiegoś ojca Ernesta, to nic nie słyszałem. Ja jeszcze żyję jak widzicie i jestem zdrów i wesół. Wam też życzę zdrowia i radości.

Ratlam, 26 V 1969 r.

Dziś otrzymałem list. Leciał dosyć długo - 12 dni - i to pocztą lotniczą!

Dużo mówi się o świętych krowach. Są to bardzo małe krowy, dla których nie ma dosyć pożywienia, bo trawa na polach szybko się pali. Mówi się o świętych krowach, bo krowy są matkami wołów, a woły są bardzo potrzebne do pracy w polu. Koni do pracy nie ma.

Proszę nie przysyłać odzieży, gdyż przy odbiorze takiej paczki musimy opłacać cło. Również proszę nie przysyłać cukru, kaszy, mąki, cukierków - bo to tutaj można otrzymać.

Gdyby ktoś z was chciał mi zrobić osobiście przyjemność, niech przyśle mi suchą, twardą kiełbasę, bez tłuszczu. Nic nie zaszkodzi, choćby ją trzeba było rąbać siekierą.

Piotr Smykała, Romuald Kubik

Autorzy dziękują za pomoc Wiktorowi Barteczko z Dolnej i o. dr. Alfonsowi Labudda SVD z Pieniężna.

Odpowiedz