fbpx Kowale w Wielkich Strzelcach | Strzelec Opolski

Kowale w Wielkich Strzelcach

Kowale w Wielkich Strzelcach

Artykuły : 
Numer wydania: 

[img_assist|nid=6040|title=|desc=|link=popup|align=right|width=120|height=84]Kowalstwo było jednym z najstarszych i najbardziej poważanych zawodów wykonywanych przez człowieka. Bez metalowych narzędzi i broni niemożliwy byłby rozwój naszej cywilizacji. Przez wieki kowal był otoczony mgiełką tajemnicy. Człowiek, który z grudy ziemi potrafił stworzyć miecz lub podkowę, był w społeczeństwach pierwotnych niemal magiem. Wraz z rozwojem cywilizacji magiczna moc kowali przyblakła, lecz nadal były to niezwykle ważne w każdej społeczności osoby.

CECH KOWALI
Powstał on w Strzelcach stosunkowo późno, bo dopiero w 1609 roku. Napisany został w języku polskim i czeskim. Cech kowali zrzeszał także zawody pokrewne – ślusarzy i rusznikarzy. Los dokumentu, na którym spisano prawo cechowe, wskazuje, że kowale może byli i dobrymi fachowcami, ale porządek to nie za bardzo lubili utrzymywać.

W 1675 roku w siedzibie cechu stolarzy odkryto zniszczony dokument. Był zaniedbany i wyblakły. Logicznie rzecz biorąc stolarze uznali, że to ich dokument cechowy. Przy bliższych oględzinach okazało się jednak, że jest to spis praw cechowych kowali. Wypłynęło to dopiero, kiedy rada miasta zażądała od stolarzy tego dokumentu, by zatwierdzić jego artykuły.

Pieczęć cechu miała w tarczy podkowę barkiem do góry, a poniżej skrzyżowany ze sobą pistolet skałkowy i klucz. Po bokach inicjały „I – S” – zapewne ówczesnego mistrza cechu. Na obwodzie znajdował się napis przedzielającymi gwiazdkami: SIGIL D SMID SLOSER STRL. Pieczęć pochodziła z końca XVI w. Wyryty wizerunek oraz napisy zostały wykonane bardzo nieudolnie, co może świadczyć o słabych umiejętnościach rytownika (D. Tomczyk, Pieczęcie górnośląskich cechów rzemieślniczych z XV-XVIII wieku i ich znaczenie historyczne).

Przyjęcie do cechu kowali nie było prostą sprawą. Status wyraźnie ograniczał ilość rzemieślników w mieście. Kowal musiał pochodzić z prawego łoża. Uczeń, aby być przyjętym, musiał wkupić się opłatą 1 talara i 24 groszy. Dodatkowo musiał dostarczyć do cechu dwa funty wosku i pół achtela piwa. Zwolnieni z opłat byli tylko krewni mistrza, co promowało przechodzenie fachu z pokolenia na pokolenie w tej samej rodzinie.

Czeladnik musiał uczęszczać w niedziele i święta na msze święte. Gdyby udowodniono mu nieobecność na mszy – musiał zapłacić karę w wysokości 2 białych groszy. Wstawać musiał o 3 rano i pracować do godziny 19-tej. Potem mógł pracować dla siebie, ale tylko do kolacji, po której miał zakaz trudzenia się. Pierwotne zapisy w statusie cechu kowali z biegiem lat ulegały poważnym zmianom.

W 1927 roku w Strzelcach Wielkich istniały dwie kuźnie. Znajdowały się przy dzisiejszej ulicy Marka Prawego. Pierwsza należała do Philippa Donatha, druga do Franza Grzeschitzy. Istniały także trzy warsztaty ślusarskie. Jeden z nich należał do Theodora Galgana przy ulicy Krakowskiej, drugi do Wilhelma Retta przy ulicy Powstańców Śląskich, a trzeci – do wdowy Nimsch przy ulicy Jordanowskiej (Gartenstrasse) (1927 Adresbuch / Einwohnerbuch, Kreis Gross Strehlitz O/S, str. 38).

W 1943 roku w mieście były trzy kuźnie. Na obecnej ulicy Marka Prawego kowalem był Georg Donath. W dzielnicy Suche Łany przy ulicy Kozielskiej znajdowały się dwie kuźnie – prowadzili je Johann Mrohs i Vinzent Notzon. W mieście znajdowały się też trzy warsztaty ślusarskie – Galgan Theodor (ul. Marka Prawego), Rett Wilhelm (ul. Powstańców Śląskich) i Schwitulla Franz (ul. Krakowska) (Einwohnerbuch für die Stadt und den Kreis Gross Strehlitz O/S, 1943, str. 51).

16 POKOLEŃ
Przez wieki kowalstwem parała się w Strzelcach rodzina Mrohs. Tradycję kontynuowano w tej rodzinie przez 16 pokoleń. Pierwsza kuźnia Mrohsów powstała w Strzelcach w 1609 roku, a więc równocześnie z założeniem cechu kowali. Bardzo prawdopodobne, że to właśnie oni są założycielami cechu. Nie jest powiedziane, że kowali wcześniej w mieście nie było, ale mogli działać bez uregulowań prawnych. W 1662 roku jako starszy cechowy wymieniony jest Johann Mrohs. Gdzie miał kuźnię, nie udało się ustalić. Być może pierwotnie kuźnia znajdowała się w obrębie murów miasta. Jednak w wyniku zagrożenia pożarowego i hałasu zastała założona blisko miasta na Suchych Łanach, gdzie od wielu pokoleń Mrohsowie trudnili się kowalstwem.

W mieście pracował też inny kowal. Paul Mrohs (zmarł 3 lutego 1928 roku w wieku 46 lat) nie posiadał swojego zakładu i nie był tu zameldowany. Jak podaje Księga zmarłych parafii św. Wawrzyńca – pochodził z innej miejscowości i tam został pochowany. Wynikałoby z tego, że nie był spokrewniony z Mrohsami strzeleckimi.

Johann Mrohs, potomek wielowiekowej rodziny kowali wraz z innymi mieszkańcami Strzelec został w 1945 roku internowany na wschód, gdzie zginął. Miał 55 lat. W 1948 roku powrócił z niewoli jego syn, Georg, który odziedziczył kuźnię. Podczas weryfikacji miejscowej ludności w 1945 roku zmieniono mu imię na Jerzy Mróz. Pracował w kuźni do roku 1980, kiedy to przekazał ją swemu synowi – Janowi – ostatniej osobie z rodu parającej się tym zawodem.

Jerzy Mróz pracował w kuźni do ostatnich dni życia. Zmarł w 1987 roku. Jego syn, Jan, zapadł na ciężką chorobę. Zamknął kuźnię w 1988 roku i przeprowadził się do Niemiec. Zmarł w Niedzielę Wielkanocną 2006 roku.

Po zamknięciu zakładu jego matka, urodzona w 1919 roku, Agdnes Mrohs, napisała w języku niemieckim wiersz opisujący 350-lecie kowalstwa w rodzinie. Nie jest to wybitne dzieło, ale ukazuje przywiązanie do rodzinnej tradycji i żal po zamknięciu kuźni. Wiersz zaczyna się słowami:
Zum Andenken an die alte Schmiede, den Schmied und die Pferde
Unsere alte, stille, traurige Schmiede
Steht da, als wenn sie ware sehr müde.
Sie weint in sich hinein,
Wie traurige muß der alten Schmiede sein

W wolnym tłumaczeniu znaczy to:
Na pamiątkę o starej kuźni, kowalu i koniach
Nasza stara, cicha, smutna kuźnia
Stoi, jakby była bardzo zmęczona.
Płacze w sobie
Jak smutno jest tej starej kuźni.

Dziś w miejscu kuźni Mrohsów znajduje się zakład nie związany z kowalstwem.

POZOSTALI KOWALE
Druga kuźnia znajdowała koło kapliczki przy dzisiejszej ulicy Kozielskiej na Suchych Łanach. Założył ją mistrz kowalski Vincenty Nocon (urodzony 3 kwietnia 1882 roku w Słupsku koło Toszka) na początku XX w. Mistrz kowalski ożenił się 23 czerwca 1906 roku z zapoznaną na zamku sławięcickim służącą Amelią Titz. Po ślubie zamieszkali na Suchych Łanach w folwarku, gdzie dostał pracę w charakterze pomocnika kowala. Egzamin na mistrza kowalskiego zdał 4 maja 1908 roku pod nadzorem komisji egzaminacyjnej złożonej z przewodniczącego Wustmanna i członków Schotki, Mrohsa, Roberta Wloki i Philippa Donatha. Około 1909 roku obok stojącej kapliczki wybudował dom i kuźnię.

Vincenty Nocon nie miał szczęścia do następcy. Jego najstarszy syn Josef (ur. 1908 – zm. 1987 w Japonii) uczył się kowalstwa tylko przez rok i poszedł za głosem powołania do służby Bożej. Wstąpił do Zgromadzenia Ojców Werbistów. Drugi syn Georg (ur. 1909 – zm. w Niemczech) także nie został kowalem, lecz podjął zawodową służbę w wojsku. Po 1945 roku pozostał na stałe w Niemczech. W 1951 roku Vincenty przeszedł na emeryturę, ale nadal pomagał w kuźni. Zmarł 27 października 1957 roku w wieku 75 lat. Kuźnię ostatecznie przejął jeden z jego uczniów Franz (po weryfikacji zmieniono mu imię na Franciszek) Wieczorek, który ożenił się w 1951 roku z najmłodszą córką Vincentego Noconia – Margerethe (Małgorzata) Nocon urodzoną 27 grudnia 1922 roku.

Ostatni właściciel tej kuźni zmarł 7 lipca 1987 roku w wieku 71 lat. Od tego momentu kuźnia zaprzestała pracy i została zamknięta. Obecnie budynek służy do celów gospodarczych.

Świat się zmienił. Nie ma już setek koni wymagających podkucia. Noże i narzędzia (niestety przeważnie Made in China) kupuje się w sklepach. Kowale jednak przeżywają swój renesans. Coraz popularniejsze jest kowalskie rękodzieło, z którego można dziś przyzwoicie wyżyć. Niestety, wielowiekowa tradycja kowalska zanikła w Strzelcach i nic nie wskazuje na to, by miała się odrodzić.

PIOTR SMYKAŁA
Romuald Kubik

Komentarze

Portret użytkownika czytelnik leśnicki
Wysłane przez czytelnik leśnicki (niezweryfikowany) w 15 Wrzesień, 2010 - 15:39

Fajnie ....Jechałem dzisiaj przez Suche Łany .... i zatrzymalem sie przed starą kużnią , która jest na zdjęciu. Nic się nie zmieniło ......tylko tych ludzi i tej pracy już nie ma...... . Ale historia tego miejsca pozostała :)

Odpowiedz