Karetka pogotowia nie zabrała chorego

Karetka pogotowia nie zabrała chorego

Artykuły : 
Numer wydania: 

Mieszkańcy Kolonowskiego skarżą się na załogę karetki z Zawadzkiego. Ratownikom medycznym zarzucają opryskliwość i brak empatii. Nie dawałam wiary tym zarzutom, póki nie dotknął on bezpośrednio mojej rodziny.

Mój krewny kilka tygodni temu obudził się w poniedziałek rano i nie umiał złapać tchu. Z trudem wezwał żonę Justynę, która zadzwoniła do przychodni, a pielęgniarka kazała jej wezwać pogotowie. Karetka przyjechała na miejsce, ale ratownicy odmówili zabrania pacjenta...

- Powiedzieli nam, po co wezwaliśmy karetkę, skoro w naszej miejscowości jest czynna przychodnia - relacjonuje pani Justyna. - Nie słuchali moich argumentów o dolegliwościach męża. Mówili: „nie z panią rozmawiamy” i traktowali jak powietrze, a przecież mój mąż nie umiał złapać tchu, a tym bardziej mówić!

- Byłem przerażony, kiedy zamykali za sobą drzwi karetki - opowiada pan Jan. - Żona zaczęła dzwonić do rodziny i znajomych, żeby ktoś zawiózł mnie do ośrodka zdrowia. Tam lekarka od razu wysłała nas do szpitala. Na szczęście synowi udało się zwolnić z pracy i nas zawiózł.

Ze szpitalnego wypisu można przeczytać, że pan Jan został przyjęty „na granicy wydolności oddechowej i krążeniowej”. W szpitalu spędził na leczeniu 12 dni.

- Ja wiem, że ci ludzie wykonują swoją pracę, mają procedury, ale oni też muszą mieć świadomość, jaki zawód wybrali, że mają do czynienia z ludźmi chorymi, zdenerwowanymi, wystraszonymi, którzy oczekują pomocy - mówi już zdrowy pan Jan.

Na temat postawy ratowników rozmawialiśmy z ordynatorem strzeleckiego oddziału ratunkowego, Ryszardem Wileńskim, któremu podlega zespół z Zawadzkiego. Jego zdaniem w przypadku pana Jana karetka została wezwana bezzasadnie.

- Z dokumentacji medycznej zespołu ratownictwa medycznego oraz szpitala wynika, że stan pacjenta nie był ciężki - mówi Wileński. - Ratownik ocenił stan pacjenta jako niestanowiący zagrożenia życia i odesłał do lekarza rodzinnego. Pośrednio potwierdzeniem słuszności tej decyzji jest fakt, że pacjent po wizycie u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej został wysłany do szpitala nie transportem sanitarnym a samochodem prywatnym.

Uwag jest więcej

Odczucia pana Jana co do postawy ratowników medycznych nie są odosobnione. O braku zrozumienia ze strony ekipy karetki opowiedział mi też pan Marian. Wzywał pogotowie do swej umierającej matki. Na początek usłyszał, że „90-latce w nocy się zachciało pogotowia”.

- Ratownicy mieli do mnie pretensje, że nie mam przygotowanych jakichś dokumentów, choć dałem im ostatni wypis ze szpitala, na którym było napisane, na co mama choruje i jakie leki bierze - opowiada mężczyzna. - W końcu zdecydowali się zabrać ją do szpitala, ale nie przynieśli noszy, tylko w pościeli nieśli ją po schodach do karetki, która stała pod drzwiami. To był straszny widok - wspomina.

Pan Marian był drugą osobą, która zgodziła się, abyśmy podali dane pacjenta szpitalowi, celem zweryfikowania postawy ratowników, ale ordynator oddziału nie odniósł się do zachowania swojej ekipy w tej sprawie.

Po Kolonowskiem krąży więcej niepochlebnych historii z udziałem ratowników medycznych z Zawadzkiego. Pozostałe osoby nie chcą się ujawniać. Tłumaczą, że to ze strachu:

- Mieszkamy w małym środowisku, a pogotowie znów trzeba będzie wzywać - mówią.

Jedna z pań opowiedziała, jak jej umierająca krewna zaczęła omdlewać podczas badań robionych przez zespół z karetki i głowa opadła jej na ramię jednego z ratowników. Ten miał jej powiedzieć „proszę się na mnie nie opierać, proszę współpracować”. Inna osoba wspomina, że ratownicy czynili jej wyrzuty, że nie mogą znaleźć żyły do wkłucia.

- Uważam, że tym ratownikom brakuje empatii i ciepła, powinni pamiętać, że to nie oni są w tej całej sytuacji najważniejsi - mówi pani Krystyna, która także ma złe doświadczenia w kontaktach z ratownikami z Zawadzkiego. - Ludzie proszą ich o pomoc, a oni zachowują się tak, jakby zawracano im głowę.

W Zawadzkiem pracuje na zmiany 10 ratowników medycznych. Uwagi dotyczą zapewne tylko pojedynczych osób, a nie całej ekipy.

Ryszard Wileński przyznaje, że jego podwładni nie są aniołami i w skali roku zdarzają się pojedyncze skargi na ich postępowanie.

- Przy ponad 10 tysiącach wyjazdów naszych karetek rocznie jest to niezły wynik jak na tak stresującą i odpowiedzialną pracę - podkreśla. - Pouczyłem moich pracowników, że mają wykazywać więcej empatii oraz unikać wszelkich dyskusji z rodzinami i pacjentami, jeśli nie widzą z drugiej strony woli współpracy w rozwiązaniu problemu. Stanowczo zabroniłem im podnosić głos w trakcie takich rozmów.

Jednocześnie ordynator zachęca do kontaktu z oddziałem ratunkowym w razie uwag dotyczących pracy zespołów ratownictwa medycznego.

- W razie wątpliwości i uwag pod naszym adresem - proszę mieszkańców powiatu o bezpośredni kontakt mailowy sorstrzelce@gmail.com lub pod numerem tel. 77 407 02 33 - podaje Wileński.

Kiedy można wezwać karetkę?

Sytuacja pana Jana pokazuje, że ludzie nie wiedzą, kiedy należy im się pomoc ze strony zespołu ratownictwa medycznego, a kiedy nie. Po karetkę dzwonimy w panice, uważamy, że ratownicy mają obowiązek nam pomóc, a nie zawsze tak jest. Rzadko jest to zła wola chorych, raczej strach i bezradność. Pytaliśmy mailowo, telefonicznie i osobiście ordynatora Wileńskiego, kiedy powinno się prosić o pomoc pogotowie, ale nie udzielił nam takiej informacji.

Podała ją za to rzeczniczka opolskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, Barbara Pawlos. Do takich przypadków należą np. utrata przytomności, drgawki, masywny krwotok, porażenie prądem, nagły ostry ból, zaburzenia rytmu serca, rozległa rana, będąca efektem urazu, a także nasilona duszność, na którą właśnie uskarżał się pan Jan. Czy w związku z tym zasłużył na lekceważące podejście ratowników?

*Imiona osób wypowiadających się w artykule zostały zmienione. Osoby te nie pozwalają nam ujawnić swoich danych.

Martyna Mirek

W wydaniu papierowym przeczytasz także: 
Pies, który pogryzł trzylatkę, zostanie uśpiony
Skradziono 4 tysiące z plebanii!
Blokada arterii niepotrzebna
Jednej nocy podpalenie i dewastacja auta
Uczyli się w naszym szpitalu
Gdy brakło naczyń...
Problem z płaceniem kartą
Gruz nad potokiem

Komentarze

Portret użytkownika Skinny
Wysłane przez Skinny (niezweryfikowany) w 4 Kwiecień, 2017 - 09:52

Jesli tak sie sprawy maja i nikt nie poczuwa sie do odpowiedzialnosci podjecia krokow dazacych do wyjasnienia skarg oraz ustalenia nowych zasad dzialania sluzb ratunkowych, proponuje wszystkim poszkodowanym wzywania wraz z pogotowniem radiowozu policyjnego. Moze sie chlopaki w koncu na cos przydadza. Poza takim rozwiazaniem pozostaje jedynie wieloletnia droga sadowa... 

Portret użytkownika oi
Wysłane przez oi (niezweryfikowany) w 5 Kwiecień, 2017 - 08:18

I o cóż będzie oskarżał w tym sądzie?

"Z dokumentacji medycznej zespołu ratownictwa medycznego oraz szpitala wynika, że stan pacjenta nie był ciężki - mówi Wileński. - Ratownik ocenił stan pacjenta jako niestanowiący zagrożenia życia i odesłał do lekarza rodzinnego. Pośrednio potwierdzeniem słuszności tej decyzji jest fakt, że pacjent po wizycie u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej został wysłany do szpitala nie transportem sanitarnym a samochodem prywatnym."

Portret użytkownika Ika
Wysłane przez Ika (niezweryfikowany) w 5 Kwiecień, 2017 - 10:23

Ta sama karetka miała przyjechać? Na nią trzeba czekać, a jak się już przyjechało do lekarza swoim samochodem to tak samo pędzę do szpitala, a nie czekam. Jak był taki zdrowy to po co skierowanie do szpitala i 12 dniowe  "wczasy". Chyba pan Wileński pomylił szpital z sanatorium.

Portret użytkownika Czytelnik
Wysłane przez Czytelnik (niezweryfikowany) w 4 Kwiecień, 2017 - 11:11

W powiecie strzeleckim wszystko działa sprawnie i prawidłowo. Od PCPR po pogotowie. Może dziennikarz pomylił miejscowości. Prawdopodobnie nie chodzi o Kolonowskie z powiatu strzeleckiego.

Portret użytkownika Czytelnik
Wysłane przez Czytelnik (niezweryfikowany) w 4 Kwiecień, 2017 - 14:37

Potrzeba żeby kiedyś ktoś z rodziny chorej osoby, w takiej sytuacji,wykazał sie empatią i tylko parę zębów wybił,a nie odrazu zabijał,to może coś zrozumią leniwce.

Portret użytkownika Czytelnik
Wysłane przez Czytelnik (niezweryfikowany) w 5 Kwiecień, 2017 - 21:54

Cytujac treść artykułu "Ze szpitalnego wypisu można przeczytać, że pan Jan został przyjęty „na granicy wydolności oddechowej i krążeniowej”." Więc jednak były podstawy do zabrania na SOR ja dla spokoju i widząc że ma duszność i wysiłek oddechowy bym po lekowal i następnie sprawdził czy coś podziałało jak nie to kierunek SOR. Lepiej zawieźć czasami duszność która znika w progu szpitala niż zostawić aby się sam udusić. Znam lekarzy które są tylko z nazwy i nic więcej a tutaj można stwierdzić że to był błąd ratowników przy ocenie stanu chorego 

Portret użytkownika ratownik
Wysłane przez ratownik (niezweryfikowany) w 6 Kwiecień, 2017 - 09:49

Pani Mirek nie jest obiektywna bo pisze o swojej rodzinie. Nie zabraliśmy pacjenta do szpitala bo nie wymagał nawet podania leków a parametry miał w normie. Miał niewielkie zmiany osłuchowe nie zagrażające życiu. Lekarz POZ też nie wysłał pacjenta do szpitala karetką ale samochodem prywatnym. Być może stan pacjenta się pogorszył po naszej wizycie bo chorował od 5 dni i zażywał m.in. leki przeterminowane zamiast wcześniej zgłosić się do swojego lekarza. Jeśli pacjent i jego żona czują się utrażeni zachowaniem zespołu to przepraszamy.

Portret użytkownika Porażona Pradęm
Wysłane przez Porażona Pradęm (niezweryfikowany) w 12 Grudzień, 2018 - 06:02

Witam, półtora tyg temu przeżyłam koszmar.., Mój Narzeczony chciał zrobić wspólna kąpiel, przygotował się, miało być romantycznie, przeciągnąl przedłużacz z innego pomieszczenia w celu podłączenia farelki, laptopa i ładowarki od telefonu , powodem było, że u nas kontakty działają przy zapaleniu światła w łazience. A Była zaś świeczka. Ale to nic, Mój Narzeczony, z którym wiązałam przyszłość, nagle postanowił wyłączyć farelke, bo uważał, że jest już za gorąco.. Nie zgodziłam się z nim, by cokolwiek ruszał, bo uważałam że to niebezpieczne. Dwa razy mu wyperswadowalam żeby tego nie robił. Bo nie chciałam by coś się stało.. Zresztą On z zawodu Budowlaniec.. To powinien wiedzieć, żeby w takiej syt nie dotykać przewodu, gdzie byliśmy razem wodzie. Myślałam że doszło to do niego, powiedział żebym się rozluźnila,.. I nagle poczułam ucisk w nogach, i coraz bardziej silniej przyciągało, sciskalo mi nogi.. Nie mogłam się ruszyć, ból był na tyle mocny, że doszło do mnie, że to już jest koniec, ale tez myśl, że tak nie może się skończyć nasza miłość, Mam jeszcze córeczkę, krzyczałam z bólu, próbowałam z całych sił, wydostać się z wanny, zrobić cokolwiek, lapalam rękoma wszystkiego, co było w zasięgu. To był koszmar, on się nie ruszał.. Ból był okrutny, bezlitosny, nagle ustal jak złapała cudem za mną rurkę metalowa z dopływu wody do ubikacji, jejku, odrazu ból ustal. Poczułam ulgę, ale też i Mój Ukochany Obok, byłam przerażona, bo nie dawał znaku życia, bałam się, że znów nas kopnie i już nie będę miała możliwości mu pomóc. Stanęłam na wannie tak, by nie mieć nóg w wodzie, bałam się zejść na podłogę, zobaczyłam że w ręku trzyma przedłużać a w drugiej zaś kabel od farelki. To było straszne, szybko chciałam to z jego rąk zabrać, bojąc się bezpośrednio to przy użyciu zwykłego krzesła składanego, gdzie leżał laptop, a po tym porażeniu, wszystko leżało na podłodze.. Zabrałam mu z rąk te rzeczy, i rzuciłam z dala od nas, poza łazienka, drzwi były uchylone. Ratowalam Go, próbowałam ocudzic, wszystko, wzięłam jego tel i wykrecilam 112 bo nie wracał.. Ja sądzę, że już nie żył.. Wtedy.. Choć to nie przeszkodziło mi w tym by Go ratowalac za wszelką cenę, Moja Miłość, Ratować jak tylko można.. Jejku, on się nie budził.. Nie reagował, uciskalam klatkę piersiowa, według zaleceń dyspozytorki, próbowałam wyciągnąć go z wanny i nie byłam wstanie tego zrobić, z całych sił.. Nie mogłam przeżyć, że się nie budzi.. I tak do przyjścia sąsiada, który usłyszał krzyki przez okno, bo otworzyłam okno by jakąkolwiek pomoc przyszła i uratowała Go.. Wraz z sąsiadem usiłowalismy Go wyciągnąć, ale nie byliśmy w stanie Go wspólnie wyciągnąć.. Był Nagle tak Ciężki.. Ze nie udało nam się, ciągle będąc w kontakcie z numerem 112. Karetka przyjechała i odjechała, zawału serca to ja dostawałam.. Bo chciałam by żył.. Każda sekunda była dla mnie przeżyciem, bo oczekiwalam na natychmiastowy ratunek.. Wkoncu zjawiwszy się.. Powiedziałam, że Nas porazil prąd, stwierdzili u Mojego Kochanego... Zgon.. Nie mogłam w to uwierzyć, zresztą oczekiwanie na nich, było wiecznościa.. I każda sek braku reakcji, była dla mnie straszna.. Płakałam.. Dali mi tabletki uspakajace, chciałam zwrócić uwagę, że jedynie, zdziwiło mnie, że nie chcieli mnie zabrać do szpitala, gdzie my razem byliśmy w wannie.. I nas wspólnie ten zabójca dopadł.. To było straszne.. Po moim zapytaniem, czy Mój Partner miał szansę na przeżycie, czy byłabym wstanie go uratować, usłyszałam odpowiedzi ze nie, odrazu odpowiedziałam, że jak to nie.. Jak ja byłam z nim i żyje.. Wiedząc o tym, że razem zostaliśmy porażeni, postanowili odjechać, bez żadnej pomocy w kierunku mojej.. Fakt wtedy wcale nie myślałam o takich rzeczach. .. Ale sądzę, że powinni zabrać i przebadac.. A jednak odjechali. 

To co przeżyłam wtedy to byli straszne... Nie wyobrażam sobie kolejnego takiego porażenia. . Aż płakać się chce. .pytanie jest czy służby med miały prawo mnie zostawić,? Proszę o Wiadomość. w tym kierunku... Dziekuje

 

Odpowiedz