fbpx Jaruzelski zamiast Teleranka | Strzelec Opolski

Jaruzelski zamiast Teleranka

Jaruzelski zamiast Teleranka

Artykuły : 
Numer wydania: 
Z Pawłem Kocieniewskim byłym I sekretarzem KZ Cementowni Strzelce, Zbigniewem Dadejem, w 81. roku szefem „Solidarności” w Agromecie i Henrykiem Rupaczem, członkiem zarządu „Solidarności” w cementowni rozmawia Mirosław Olszewski.

Jest trzynasty grudnia osiemdziesiątego pierwszego roku. Zamiast Teleranka, Jaruzelski. Co czujecie? Strach, wściekłość, zawód, ulgę?

Zbigniew Dadej: - Czułem strach. Nawet dziś ciężko mi to wspominać. Pamiętałem wspomnienia moich dziadków, rodziców pochodzących ze wschodniej Polski. Tej, gdzie zawsze wchodzili Rosjanie. W pierwszym odruchu pomyślałem: koszmar powraca...

Henryk Rupacz: - Ogarnęła mnie złość. Byłem tak samo zdezorientowany jak pewnie wszyscy. Bo co to niby jest ten stan wojenny? Ktoś nas napadł, czy jak?

Paweł Kocieniewski: - Byłem zaniepokojony. Ja też nie rozumiałem, co znaczy stan wojenny. Pobiegłem do firmy, do cementowni, by zobaczyć, czy z ludźmi wszystko w porządku. Byłem w końcu sekretarzem rządzącej partii.

- Która wzięła do niewoli społeczeństwo. Dziesięć milionów ludzi z Solidarności.

P.K. - Niewola... Atrakcyjnie to dzisiaj brzmi. Ale proszę pamiętać, że wtedy realna niewola polegała na tym, że w sklepach na półkach stał tylko ocet. Że państwo się rozpadało i nie było żadnej widocznej nadziei, że coś się zmieni na lepsze. Ci, którzy dziś krytycznie oceniają stan wojenny, nawet nie potrafią zrozumieć, że w sklepie może niczego nie być do kupienia. Że można było mieć kieszenie pełne bezwartościowych pieniędzy...

Z.D. - To było wasze państwo. Doprowadziliście do tego swoją polityką. Czułem złość, ale nie nienawiść. Byłem zły, że mimo tego że wszyscy przecież chcą dobrze, nie umiemy się ze sobą porozumieć. Nie umiemy działać wspólnie. W jednym kompromisowym kierunku. To taka forma złości, która wynika pewnie z poczucia bezradności.

- I jest stan wojenny. Już wiemy, że nikt nas nie napadł prócz własnej armii. I co wtedy? Poczucie upokorzenia?

P.K. - Najbardziej niezręcznie czułem się na początku sierpnia osiemdziesiątego pierwszego roku. Jako młodzieżowy członek partii wysłany zostałem do Rumunii na jakąś partyjną imprezę. Tam dowiedziałem się, że w kraju jest ruchawka. Denerwowałem się, że jestem daleko, czułem, że moje miejsce jest w firmie...

Z.D. - PZPR była w tym kraju wystarczająco długo, by dobrze wiedzieć, do czego prowadzą jej rządy. Ten już przysłowiowy ocet na półkach to nie wszystko. Tu ludzie byli zatrzymywani, więzieni, wyrzucani z pracy. Ile rodzin rozpadło się dlatego, żeście w imię tego całego socjalizmu stworzyli armię bezrobotnych i to z politycznych przyczyn?

P.K. - Tu, w Strzelcach, kogoś wyrzucono z pracy?

Z.D. - Niech pan napisze, że to właśnie pana Pawła chcieli wylać z partii za to, że nie miał w cementowni „osiągnięć” w postaci wyrzucania ludzi z roboty.

P.K. - Patrząc w warstwie czysto ekonomicznej - Solidarność domagała się rzeczy niespełnialnych. Polska była zadłużona, a tu kolejny postulat - wolne soboty. Dodatek drożyźniany... No przecież to było samobójstwo. Planowaliśmy reformy, próbowaliśmy je wprowadzić w życie...

- ...Ale ciągle brakowało papieru toaletowego...

P.K. - Dobrze. Na dziesięć lat polska gospodarka poszła do zamrażarki. Rzeczywiście, nie udały się te nasze plany.

- Za chwilę naszym wnukom będziemy opowiadać o stanie wojennym, a oni będą pytać: „O czym wy dziadkowie właściwie gadacie? O jakiejś zaprzeszłej historii, która nikogo nie interesuje w dobie McDonaldów?”

P.K. - Jeśli dziś rozmawiamy o stanie wojennym, to po to, by młodzież rozumiała, że istniały między nami podziały. Miały swoje przyczyny, były daty ważne, a władza robiła to, co robiła. I może po to, by dziś wyborcy jednak wybierali lepiej.

- Nic wielkiego w Strzelcach Opolskich w stanie wojennym się nie działo. Co powiecie swoim wnukom, gdy was zapytają o ten czas?

H.R. - Byłem w Solidarności - tej pierwszej - która mówiła „socjalizm tak - wypaczenia nie”.

P.K. - Że trzeba dbać o ludzi. Wszystko jedno, czy się jest w PZRR, czy w innej partii.

Zamach stanu

Stan wojenny w Polsce (1981-1983) był klasycznym zamachem stanu rozpoczętym 13 grudnia 1981 roku (niezgodnie z Konstytucją PRL) na terenie całej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na mocy uchwały Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 roku na polecenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (pozakonstytucyjnego tymczasowego organu władzy), popartego przez Sejm PRL uchwałą z 25 stycznia 1982 roku. Został zawieszony 31 grudnia 1982 roku, a zniesiono go 22 lipca 1983 roku.

Oficjalnym powodem stanu wojennego była pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju, której przejawami były m.in. brak zaopatrzenia w sklepach (także żywności) i reglamentacja (od kwietnia do października 1981 ponownie objęto systemem tzw. kartek żywnościowych wiele istotnych towarów np. mięso, masło, tłuszcze, mąka, ryż, mleko dla niemowląt itd.) oraz zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego w kraju wobec zbliżającej się zimy. Rzeczywistymi powodami były obawy reżimu komunistycznego przed utratą władzy, związane z utratą kontroli nad niezależnym ruchem związkowym, w szczególności Niezależnym Samorządnym Związkiem Zawodowym „Solidarność”, oraz walki różnych stronnictw w PZPR nie mogących dojść do porozumienia w kwestii formy i zakresu reform ustroju polityczno-gospodarczego PRL. Istotny był też gwałtowny spadek poparcia społecznego dla polityki komunistów, według badań OBOP już w czerwcu 1981 zaufanie do rządu deklarowało 24% respondentów, działania KC PZPR aprobowało jedynie 6% respondentów, a działania NSZZ „Solidarność” pozytywnie oceniało 62% Polaków. Na podst. źródeł internetowych - mol

Komentarze

Portret użytkownika czytelnik Berncik
Wysłane przez czytelnik Berncik (niezweryfikowany) w 11 Grudzień, 2012 - 17:35

Zywnosc w Polsce byla reglementowana od 1976r.

Drugi okres reglamentacji żywności trwał (w zmieniającej się formie) bardzo długo. 13 sierpnia 1976 roku o wprowadzeniu systemu zadecydował rząd premiera Piotra Jaroszewicza, zaś w roku 1981 drastycznie poszerzono listę produktów wydzielanych społeczeństwu. Poza cukrem i przetworami mięsnymi obywatel miał zagwarantowaną – przynajmniej teoretycznie – także określoną ilość masła, mąki, kaszy, mydła, proszku do prania, czekolady (która jednak najczęściej była wyrobem czekoladopodobnym), alkoholu, benzyny, papierosów, pieluch i wielu innych.

Odpowiedz