Jak burmistrzowi Pietruszce jajko nie smakowało...

Jak burmistrzowi Pietruszce jajko nie smakowało...

Artykuły : 
Numer wydania: 

W zerowym wydaniu „Strzelca Opolskiego” redaktorem strony Kolonowskiego był Edward Pochroń. Opisywał festyn „Strażackie wczoraj” zorganizowany przez OSP Staniszcze Wielkie, który „najlepszym festynem, jaki odbył się u nas w ostatnich latach”, wspominał jubilatów świętujących 60-lecie pożycia małżeńskiego Gertrudę i Konrada Piegzów oraz Łucję i Mikołaja Puzików. W głównym tekście można było przeczytać, że 40% gminnego budżetu idzie na oświatę (w każdej miejscowości działało wówczas przedszkole i szkoła), brakuje większych zakładów przemysłowych, a ze względu na niską jakość gleb - nie ma szans na rozwój rolnictwa.

 

Intrygujący był tekst „Jak burmistrzowi Pietruszce jajko nie posmakowało...”

 

Burmistrz Józef Pietruszka swoje w życiu już przeszedł, z niejednego pieca chleb próbował. Wprawdzie do wybrednych smakoszy nie należy, ale jako syn gospodarski z śródleśnego Spóroka docenia walory jajka od kury, chodzącej swobodnie po podwórzu, podłapującej to jakiegoś pędraczka, to, za przeproszeniem, w gnoju jakichś przysmaków szukającej, a nie faszerowanej wymyślnymi paszami przemysłowymi. A i swojska kiełbasa i mięso ze świni karmionej tradycyjnym sposobem tez nie może się równać z tym, co oferują wielkie fermy, w których karmę na wzór aptekarski się przygotowuje. Na wygląd schab czy szynka jak malowane, a smakuje to jakoś dziwnie, jakbyś, nie przymierzając papier przeżuwał.

 

Ja wprawdzie z innego końca Polski pochodzę, ale w młodości swojskie delicje świńskie w domu rodzinnym jadłem i doskonale rozumiem burmistrza Pietruszkę. Rozumiem i całkowicie się z nim zgadzam, że te nasze przaśne jaja, kiełbasy, schabowe, kury czy indyki pieczone na głowę biją to, co nam serwują nasi krewniacy, przyjaciele i znajomkowie na Zachodzie.

 

Burmistrz, gdyśmy sobie na te tematy w jego bardzo eleganckim, schludnym i czystym Urzędzie gawędzili, snuł nie takie znów nierealne marzenie, aby w jego gęsto zalesionej, piaszczystej gminie rozwinęła się wypoczynkowa turystyka, gościom krajowym i zagranicznym na zdrowie, a miejscowym na wymierny, finansowy pożytek. Na poparcie realności tych marzeń opowiedział mi taką oto historyjkę:

 

- Moi rodzice wyjechali do Niemiec. Syn też tam przebywa. Dlatego ja często jeżdżę do nich, oni przyjeżdżają do mnie. Kiedyś na śniadanie podano mi gotowane jajka. Zjadłem jedno, choć gdybym się nie krępował i nie chciał sprawić przykrości mamie, nie dojadłbym go do końca, bo jakoś tak mi zajeżdżało chemią czy innymi diabelstwem. Nie mam szczególnie wyczulonego podniebienia, ale jakoś mimowolnie przypomniałem sobie smak jajek od moich „podwórzowych” kur i zrobiło mi się błogo na duszy. Innym razem moja mama przyjechała do nas, jakoś zgadaliśmy się, że trzeba by było stadko indyków podhodować, żeby było dla siebie na obiad i od czasu do czasu coś smacznego przyrządzić. Mama mówi - nie zawracajcie sobie głowy, następnym razem ja wam indyka oskubanego, oprawionego przywiozę. I przywiozła. Kiedy zona zaczęła go piec, po kuchni rozszedł się taki jakiś zapach, nie powiem przecież, że smród, aż matczysko zrozumiało, dlaczego poprzednim razem mówiliśmy o hodowli własnego stadka indyków karmionych naturalnie, anie żarłocznych brojlerów. Mówię o tym, bo nasza żywność choć produkowana w prymitywniejszych warunkach, ma swoje walory, które powinniśmy wykorzystać na przyszłość.

 

Słowa burmistrza Pietruszki okazały się prorocze - nasza gmina dziś słynie między innymi z turystyki...

 

MM

 

 

 

W wydaniu papierowym przeczytasz także: 
Jednak bez zmian
Co ze światłem?
Serdeczności

Komentarze

Portret użytkownika mieszkaniec
Wysłane przez mieszkaniec w 7 Listopad, 2018 - 19:20

Proponuje zeby Koston otworzyl PGR w kolonowskiem (tak jak za komuny) i zalozyl farme kur i indykow .Do gminy przyjechali by goscie krajowi i zagraniczni na zdrowie a miejscowym na finansowy pozytek.

Odpowiedz