Izbickie lotnisko

Izbickie lotnisko

Artykuły : 
Numer wydania: 

Połowa lat 30. XX wieku. Niemcy pod rządami partii nazistowskiej rozpoczęły intensywny program zbrojeń. Rozbudowywano armię, konstruowano nowe rodzaje uzbrojenia i budowano lotniska. Jednym z nich było lotnisko wojskowe w Izbicku.
Prace zaczęły się od odebrania ziemi właścicielom. Za brak współpracy groziły duże sankcje, więc raczej niewielu posiadaczy ziemskich się opierało. Właściciel dóbr w Izbicku Hans Graf Strachwitz (1895-1985) wraz z matką Erną Gräfin Strachwitz (1876-1957) także bez oporów oddali znaczną cześć swych posiadłości tuż obok wsi Otmice.
Takie położenie lotniska spowodowało potem wiele pomyłek. Mimo że teren ten administracyjnie należał do Izbicka, w literaturze bardzo często występuje jako lotnisko w Otmicach czy też Ottmütz-Altsiedel. Według zachowanych pieczęci i zdjęć, prawidłowa nazwa brzmiała Fliegerhorst Stubendorf I.
 

Budowa lotniska
Prace rozpoczęły się tuż po żniwach w 1938 r. Postępowały szybko i pierwsze samoloty wylądowały na nim jeszcze tego samego roku. Początkowo infrastruktura była bardzo prymitywna. Pas był po prostu ubitą ziemią, brakowało hangarów. Rozbudowa trwała jednak systematycznie i nieprzerwanie aż do roku 1944. Sprzęt i paliwo sprowadzano ze stacji kolejowej w Kamieniu Śląskim. Oprócz fachowców przy budowie zatrudniono też jeńców wojennych. Początkowo byli to Brytyjczycy, lecz po 1941 r. pracowali tu już jeńcy rosyjscy. Wiadomo, że niektórzy z nich zmarli, lecz przyczyna zgonu nie jest znana. Nazwiska zmarłych Rosjan przetrwały dzięki zapisom w języku niemieckim w księdze parafialnej w Izbicku z 1943 r. Zniekształcona pisownia uniemożliwia ich dokładną identyfikację. Byli to:
- Nikolai Logoninow urodzony 25 stycznia 1921 r., nr 71/318 VIIIF Lamsdorf (Łambinowice). Został zapisany pod datą 12 czerwca 1943 r. Nie wiadomo, gdzie go pochowano. Być może w Izbicku lub w Łambinowicach.
- Serge Schawarkow (Sergiej Szawarkow) urodzony 18 listopada 1915 r., nr 2660/323 VIIIF Lamsdorf (Łambinowice). Został zapisany pod datą 12 czerwca 1943 r. Pochowany być może w Izbicku lub w Łambinowicach.
- Fjoder Ukrainskiy (Fioder Ukrainski) urodzony 20 lutego 1921 r. w Stalingradzie. Został schwytany na lotnisku izbickim. Zmarł 7 maja 1944 r. Być może pracował w okolicznym gospodarstwie rolnym, uciekł i został zastrzelony.
Po latach lotnisko było już całkiem okazałe. Według opisów - przy głównym wejściu była wartownia i areszt. Na jednym z budynków umieszczono reflektor naprowadzający nocą samoloty. Stały tam również budynki izby chorych, magazynu żywnościowego i strzelnicy dla samolotów. Obok znajdowały się sale socjalne i wykładowe. Linia elektryczna dochodziła do transformatora. W razie braku zasilania była też awaryjna prądnica. Zaplecze techniczne stanowiły warsztaty, garaże, stolarnia, kotłowania, trzy duże podziemne zbiorniki wodne i oczywiście cztery hangary lotnicze. Opodal stała remiza straży pożarnej i wieża obserwacyjna. Osobno ustawiono baraki dla jeńców.
Tuż przed Izbickiem mieściły się baraki mieszkalne, kuchnia i kasyno oficerskie. Wyższa rangą kadra mogła tu odpocząć po ciężkim dniu pracy. Oficerowie woleli jednak wybierać się do Izbicka. W miejscowej karczmie mogli napić się piwa i dobrze zjeść. Magnesem były też występy córki karczmarza, która pięknie śpiewała i grała na pianinie.
Aprowizacja tak dużego obiektu była dla okolicznych rzemieślników nie lada wyzwaniem. Na przykład w piekarni Rallów w Otmicach piekło się bułki i chleb zawożone później do lotniskowej kuchni. Mięso dostarczali miejscowi masarze, a mundury były naprawiane u krawców. Lotnisko dawało więc pracę.
 

Wojna
Pierwszymi samolotami, które tu wylądowały w 1938 r., były trzy transportowe JU52. Wkrótce dołączyły inne. Na lotnisko sprowadzono kilkadziesiąt maszyn rozpoznawczych i myśliwskich należących do eskadry 3.(F)/31 dowodzonej przez kapitana pilota Borsikowa. W jej składzie było między innymi 12 samolotów rozpoznawczych Dornier DO17P. Jedynie 7 z nich było zdolnych do lotów bojowych.
Stacjonowała tu też eskadra 1.(H)/41 pod dowództwem majora pilota von Winterfeld. Dysponowała 12 samolotami rozpoznawczymi Henschel Hs-126 (w tym 5 sprawnymi). Eskadra 3.(H)/41 pod dowództwem kapitana pilota Meyer-Sach z samolotami rozpoznawczymi krótkiego zasięgu Heinkel He 46 miała na stanie 12 sztuk samolotów, lecz tylko 6 do natychmiastowego wykorzystania. Eskadry należały do 10. Armii Niemieckiej pod komendą pułkownika pilota Günthera Lohmanna (1895-1978).
Tuż przed wybuchem wojny siły lotnicze zostały znacznie wzmocnione. Od sierpnia 1938 r. stacjonowały tu samoloty myśliwskie Messerschmitt Bf 109E pod dowództwem kapitana pilota von Müller-Rienzburg (51 z czego 45 było gotowych do wykorzystania). Myśliwce należały do jednostki z Wrocławia (Luftgau-Kommando VIII Breslau), którą dowodził generał major lotnictwa Bernhard Waber (1884-1945). W późniejszym okresie lotnisko wykorzystywały bombowce nurkujące Junkers Ju 87.
W czerwcu 1941 r. pojawił się 54. pułk bombowców Junkersów Ju-88 „Totenkopf” (od trupiej czaszki na kadłubach), w skład którego wchodziło ponad 70 maszyn. Przed 20 czerwca przebazowano je do Świdnika, skąd 22 czerwca uderzyły na Związek Radziecki.
Tak początek wojny wspomina mieszkaniec Otmic, Krzysztof Ralla (ur. 1930 r.): Wojna rozpoczęła się ogromnym rykiem silników samolotowych. Po wschodzie słońca startowały ciężko obładowane sztukasy Ju 87. Wracały po około godzinie. Dzień był słoneczny z dobrą widocznością. Nie poszliśmy do szkoły. Kobiety szykowały się do wykopków kartofli, były przygnębione, niektóre płakały. My nie mieliśmy jeszcze pojęcia, co ta wojna nam przyniesie. (...)
Po wybuchu wojny znaczna część samolotów została przebazowana w głąb okupowanej Polski. Dla okolicznych mieszkańców redukcja stanu załogi oznaczała mniejsze zyski z zaopatrywania obiektu. Przy okazji zwiększyła się też uciążliwość sąsiedztwa. Lotnisko zaczęto wykorzystywać głównie w celach szkoleniowych.
W latach 1939-44 działała tu szkoła pilotażu (Flugzeugführerschule A/B 110). Kształcono tu pilotów z całych ówczesnych Niemiec. Po odbytych kursach byli wysyłani na wszystkie możliwe fronty wojny.
Czasem dochodziło do wypadków z udziałem pilotów. W czasie lotu nocnego jeden z samolotów spadł nieopodal zabudowań wsi, około 30 metrów za posesją Rallów. Wypadek miał miejsce w 1942 lub 1943 r. Obaj piloci zginęli. Ich ciała zostały wywiezione w nieznanym kierunku, a zniszczony samolot został usunięty z pola.

Naloty
Amerykanie bombardowali ważne obiekty na Śląsku od lipca do grudnia 1944 r. Głównymi celami były zakłady produkcji paliw syntetycznych i obiekty wojskowe. W tym lotniska. Aby zmylić przeciwnika, Niemcy budowali fałszywe lądowiska, na których ustawiano makiety samolotów.
By ochronić obiekty w Izbicku i Kamieniu Śląskim postawiono lotnisko „widmo” opodal Suchej. Usytuowane było na łąkach i polach na południe od wsi, na których postawiono liczne makiety samolotów. Często udawało się w ten sposób zmylić amerykańskie załogi i bomby spadały na fałszywe obiekty. Przy okazji jednak bomby trafiały też w domy mieszkalne i gospodarstwa. Zbombardowane makiety samolotów były szybko wymieniane na nowe. Inne lotnisko-widmo znajdowało się na polach na zachód od Krośnicy. Tu też ustawiono makiety samolotów, a nawet doprowadzono energię elektryczną, żeby było w nocy oświetlone. Wszystko po to, by zmylić amerykańskie bombowce.
W pewnym momencie naloty ustały. Nikogo to jednak już nie cieszyło. Od wschodu coraz głośniej słychać było dudnienie radzieckiej artylerii. Nadejście sowietów było nieuniknione. W połowie stycznia 1945 r. rozpoczęła się ewakuacja sprzętu z lotniska w Izbicku. Robiono to pospiesznie, lecz i tak nie udało się wywieźć wszystkiego. Ostatni żołnierze ewakuowali się przed południem, w niedzielę, 21 stycznia. Część obsługi uciekła ostatnim samolotem transportowym. Nie miała szczęścia. Samolot runął tuż po starcie i dwanaście osób zginęło w płonącym wraku.
Okoliczni mieszkańcy dostali polecenie ukrycia się w domach, bo o 1300 rozpoczęto wysadzanie lotniska. Silna eksplozja wstrząsnęła okolicą, a po zmroku oświetliła ją łuna pożaru. Nad wioską snuł się ciężki dym.
Okazało się, że nie wszystko spłonęło. Mieszkańcy Izbicka i Otmic po naradzie postanowili przeszukać lotnisko i znaleźli tam jeszcze zapasy nafty, świec, odzieży koców itp. Najcenniejszym znaleziskiem był magazyn żywności. Znalezione portrety Hitlera i Göringa miejscowi ludzie zniszczyli.

Armia Czerwona
Sowieci weszli 23 stycznia o godz. 1000. Od strony Otmic wjechała kolumna czołgów, która na lotnisku i w wiosce zrobiła krótki postój. Następnego dnia przybyły następne oddziały. Na lotnisku przebywał wtedy niepełnosprawny mężczyzna z synem. Sowieci podjechali do niego, zapytali się o coś. Potem przyłożyli lufę do skroni mężczyzny i na oczach syna zastrzelili go. Osierocił dziewięcioro dzieci.
Lotnisko było używane przez armię sowiecką do końca wojny i po jej zakończeniu. Wstęp na jego teren był zakazany. Do każdego zbliżającego się do lotniska mieszkańca strzelano. Nie ma informacji, ile osób zostało w ten sposób rannych lub zginęło.
Pijani żołnierze codziennie zjawiali się w Otmicach i Izbicku. Plądrowali domy i kradli żywność. Przerażone kobiety z dziećmi uciekały ze wsi, mimo siarczystego mrozu. Sytuacja uspokoiła się nieco po przybyciu w marcu 1945 r. administracji polskiej, ale nadal nikt nie mógł czuć się bezpieczny.
W lutym i marcu 1945 r. masowo internowano mężczyzn nadających się do pracy, których potem wywieziono na Wschód do przymusowych robót. Niewielu przeżyło makabryczne warunki i wróciło do domów. Przymusowi robotnicy pracowali też na okolicznych lotniskach. Część porządkowała lotnisko radzieckie koło Gołowej Górki (k. Szczepanka). Sprzęt i rozebrane samoloty przewieziono ciężarówkami na lotnisko w Izbicku. Razem ze sprzętem przyjechali internowani z Jemielnicy i okolicznych wiosek.
Izbickie lądowisko było nadal używane i otmiczanie przymusowo oczyszczali je dla radzieckich samolotów. Usuwano stare wraki samolotów w tym ten z 12 zwęglonymi ciałami niemieckich żołnierzy. Zwłoki zostały położone na plandeki i przeniesione do pobliskiego okopu, gdzie spoczęły z innymi trupami znalezionymi w okolicy. Jednym z porządkujących lotnisko był Johann Kandziora (ur. 1930 r.) z Rozmierki. Udało mu się wrócić potem do domu. Wielu innych nie miało takiego szczęścia.
Sowieci opuścili lotnisko przed Wielkanocą 1946 r. Materiały budowlane (cegły i drewno) zostały sprzedane, a ocalałe dwa stalowe hangary wywiezione do Mielca. Na lotnisku pozostało mnóstwo niemieckiej i sowieckiej amunicji. Często dochodziło do wypadków spowodowanych niewybuchami.

Ciernista droga ku wolności
Izbickie lotnisko bywało używane do ucieczek z „socjalistycznego raju”. Późnym latem 1945 r. do Austrii uciekł stąd samolotem polski lotnik. Doleciał do celu, lecz austriackie władze wydały go Polsce. Jego dalsze losy nie są znane.
Podczas próby ucieczki zginął tu tragicznie „Ryś” - Włodzimierz Arłamowski, ułan i żołnierz Armii Krajowej. Urodził się 23 lutego 1923 r. we Lwowie. Podczas wojny walczył w okolicach Jasła, Sowiny, Brzostek i Kołaczyc w oddziale ułanów pod dowództwem majora Wilhelma Bigdy ps. „Strzemię” (1914-1996). Aresztowany w styczniu 1945 r. został zwolniony kilka miesięcy później. Rozpoczął naukę na wydziale mechaniki politechniki w Gliwicach, gdzie prowadzono też kursy pilotażu. Praktyki odbywały się na lotnisku w Izbicku.
Arłamowski chciał uciec do siostry w Monachium. Decyzję podjął 30 października 1945 r. Niepostrzeżenie dostał się do kabiny radzieckiego samolotu myśliwskiego JAK-9. Uruchomił maszynę. Wtedy zauważył go strażnik. Oddał jeden celny strzał. Włodzimierz Arłamowski zginął trafiony w głowę.
Pochowano go (a raczej po prostu zakopano) na cmentarzu w Izbicku dopiero 8 listopada. Staraniem rodziny i dzięki protekcji znajomego prokuratora wojskowego we Wrocławiu przeniesiono go później na cmentarz przy ul. Piekarskiej w Bytomiu. Ponowny pogrzeb był potajemny, a grób anonimowy. Dopiero w 1956 r. rodzice mogli postawić mu płytę z napisem:
Śp. Włodzimierz Arłamowski
ułan AK, pseud. Ryś,
słuchacz Politechniki
ur. 25 lutego 1925 r. we Lwowie
zginął 30.X.1945 r. śmiercią tragiczną na lotnisku w Izbicku

Przez lata płyta była bezczeszczona i oblewana smołą i farbą. Rodzice za każdym razem nagrobek czyścili. Sprawców nigdy nie wykryto. Rodzice lotnika w końcu z ciężkim sercem wyjechali na stałe do Niemiec.
W maju 1951 r. w Radomiu utworzono 3. Eskadrę Pilotażu Bojowego Oficerskiej Szkoły Lotniczej im. F. Żwirki i S. Wigury. Korzystali z samolotów Jak-9, UT-2 i Po-2. W związku z rozbudową macierzystego lotniska Sadków eskadrę przeniesiono w kwietniu 1952 r. do Izbicka.
Jednym z pilotów był instruktor 3. eskadry, ppor. Edward Pytko (ur. w 1929 r.). Podczas jednego z lotów samowolnie zmienił wyznaczoną trasę, poleciał nad Czechosłowację i skierował się w stronę Berlina. Ucieczka została zauważona i zaraz po przekroczeniu południowej granicy udał się za nim lotniczy pościg. Pytko ukrywał się w chmurach. Zapewne dlatego zabrakło mu paliwa. Musiał wylądować na lotnisku w Austrii. Miał wyjątkowego pecha. Wiener Neustadt, gdzie wylądował, znajdowało się w rosyjskiej strefie okupacyjnej. Do granicy z amerykańską strefą okupacyjną brakowało mu tylko 2 minuty lotu. Ta odrobina paliwa, której nie starczyło w baku, zaważyła na jego życiu.
Po wylądowaniu natychmiast został aresztowany i odesłany do Polski. 18 sierpnia 1952 r. sąd wojskowy wojsk lotniczych skazał Edwarda Pytko na karę śmierci. Egzekucję wykonano 29 sierpnia w więzieniu mokotowskim. Cierpiącej matce nie wydano zwłok syna, a jego symboliczna kwatera znajduje się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Kwaterze „na Łączce”.
Jesienią 1952 r. eskadra wróciła do rodzimego Radomia. Sprawa ucieczki Edwarda Pytko miała jednak dalszy ciąg. W śledztwie, jakie potem nastąpiło, aresztowano piętnastu oficerów i podoficerów.
Pod koniec lat 50. XX wieku lotnisko przejął Aeroklub Opolski. Nadal było jednak pilnowane. Zatrudniono trzech stróżów, którzy mieli do dyspozycji jeden karabin i 10 nabojów.
W latach 90. teren ten przejęła gmina. Dawne lotnisko przekształcono w działki budowlane. Dziś znajduje się tu zabudowa jednorodzinna, kościół filialny i pola uprawne.
Jesienią w Otmicach z inicjatywy Mniejszości Niemieckiej zostanie odsłonięta tablica z historią dawnego lotniska.
Romuald Kubik, Piotr Smykała
Źródła:
Księga zmarłych parafii Izbicko, rok 1943, str. 291, poz. 18 (przekreślona); rok 1944, str. 296, poz. 13; Księga zmarłych parafii Izbicko, rok 1945, str. 306, poz. 40.
G. Buck, Groβ Stein ein Dorf in Oberschlesien, Krefeld 2003.
H. Duda, Sucha. Z dziejów miejscowości i parafii, Opole 2007.
K. Ralla, Wspomnienia do ocalenia, Otmice 2010-2012.
P. Smykała, P. Michalik, Jemielnica. Dzieje wsi i parafii. Opole-Jemielnica 2014
Oficerska Szkoła Lotnicza w Radomiu 1951-1964, red. L. Woroniecki, wydawca Ministerstwo Obrony Narodowej, Warszawa 1967.

Odpowiedz