Hieronim Pyka - syn tej ziemi

Hieronim Pyka - syn tej ziemi

Artykuły : 
Numer wydania: 
Hieronim Pyka urodził się w Jemielnicy 19 września 1905 roku. Jego bratem był, opisywany w przednim numerze Strzelca, ksiądz Dominik Pyka. Podobnie jak on otrzymał pomoc finansową od jemielnickiego proboszcza, by podjąć naukę w seminarium św. Krzyża w Nysie. Po jego ukończeniu nie poszedł jednak taką samą drogą jak brat i podjął decyzję o kontynuowaniu nauki w szkołach świeckich.

Chciał uczyć się w polskim gimnazjum w Bytomiu, lecz ze względu na brak środków zamieszkał u wujka w Królewskiej Hucie i tam chodził do szkoły. W rodzinnym domu w Jemielnicy pojawiał się podczas wakacji i zawsze przywoził polską prasę, książki i wieści zza pobliskiej granicy. W 1927 r. przyjęto go w poczet studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczelnia ta zwalniała wówczas mieszkańców niemieckiej części Śląska z płacenia czesnego. Nawet przy takim ułatwieniu, studiujący germanistykę Hieronim musiał początkowo sypiać na dworcu kolejowym lub plantach. Jego los poprawił się, kiedy zaczął udzielać korepetycji.

Studia w Krakowie ukończył w 1932 r. i wystąpił o przyznanie obywatelstwa polskiego. Zaproponowano mu pracę w cenionym XI Państwowym Gimnazjum im. J. i A. Śniadeckich we Lwowie, gdzie wykładał język niemiecki. Uczył też dodatkowo w męskim liceum realistycznym o profilu matematycznym oraz w Żółkwi, Kamionce Strumiłowej i Kołomyi, gdzie wykładał grekę i łacinę. Poznał tu Marię, też nauczycielkę, córkę geodety z Krakowa, z którą wziął ślub. W 1935 r. urodził im się syn Jacek, a w 1939 – Andrzej.

Hieronim był polskim patriotą w każdym calu. Kiedy polskie wojska zajęły Zaolzie, wyjechał na Śląsk Cieszyński do Bohumina uczyć polskie dzieci. Zrobił to mimo sprzeciwu żony, która przeczuwając nadchodzącą burzę, przeprowadziła się do siostry do Lipska koło Radomia.

Po wybuchu wojny Hieronim rowerem przedostał się z powrotem do Lwowa. Tylko po to, by po 17 września uciekać w drugą stronę, udało mu się dobrnąć do reszty rodziny. W tym czasie w Solcu nad Wisłą władze niemieckie pozwoliły na otwarcie w klasztorze polskiej szkoły. Hieronim Pyka przeniósł się tam z całą rodziną, by dalej nauczać. W 1940 r. urodziło mu się kolejne dziecko, tym razem córka.

Niemcy szybko zorientowali się, kim jest Hieronim, ale od kłopotów ratowało go wykształcenie. Znał kilka języków i władze okupacyjne zatrudniały go jako tłumacza. Dało mu to dostęp do różnych dokumentów, które przekazywał polskiemu podziemiu. Brał też udział w tajnym nauczaniu. Narażał przy tym życie swoje i rodziny.

Język niemiecki znał lepiej niż niejeden Niemiec, co udowodnił podczas jednego ze spotkań. Niemiecki oficer chciał popisać się znajomością poezji Goethego. Zaczął deklamować wiersz, ale zakończenia nijak nie potrafił sobie przypomnieć. Hieronim Pyka dokończył za niego.

Pod koniec wojny Niemcy podejrzewali go już mocno o pracę konspiracyjną. Zimą na przełomie lat 1944/45 musiał uciekać i ostatnie tygodnie wojny mieszkał, mimo mrozów, w stodole.

Po wojnie zdecydował się z rodziną przeprowadzić w okolice Strzelec. Otrzymali dokumenty i w bydlęcym wagonie jechali przez tydzień, by wysiąść na bocznicy kolejowej w Strzelcach. Otrzymali mieszkanie na ul. Blokowej. Wraz z prof. Turkówną i innymi nauczycielami Hieronim Pyka zorganizował w mieście pracę gimnazjum. Otrzymał nawet propozycję objęcia stanowiska burmistrza miasta, lecz nic z tego nie wyszło. Źle się czuł w nowej rzeczywistości, a władzom też nie podobały się jego poglądy. Starał się trzymać jak najdalej od polityki, a uczniom oświadczył, że jeżeli wstąpią do jakiejś organizacji politycznej lub partyjnej, to nie będą mieli z nim o czym rozmawiać.

Był bardzo cenionym pedagogiem. Otrzymał propozycję pracy na uniwersytecie we Wrocławiu. Nie przyjął jej, mimo namów żony. Wrocław był miastem, gdzie przesiedliło się wielu mieszkańców Lwowa, więc Maria mogłaby się poczuć tam niemal jak w domu. Jakiś czas potem zdarzyła się okazja objęcia katedry języków obcych powstającej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Przegrał jednak z kandydatem, który bardziej pasował władzom ze względów ideologicznych.

Skupił się na nauczaniu języków. Ponieważ na język niemiecki nie było po wojnie dużego zapotrzebowania – uczył greki, łaciny, języka francuskiego i angielskiego, które znał doskonale. Znał też języki hiszpański i włoski. Kiedy wszedł wymóg nauczania w szkołach języka rosyjskiego, zaczął na targu kupować kilogramy rosyjskich książek i słowników. Wkrótce opanował i ten język.

W 1951 roku odszedł ze szkoły. Nie zgadzał się z krzewieniem laickości i socjalistycznej moralności. Wraz z nim odchodzi też spora liczba nauczycieli.

Przeniósł się do Gogolina, gdzie istniało zapotrzebowanie na wykwalifikowaną kadrę. Tamtejsze liceum było wtedy w czołówce wojewódzkiej. Duży odsetek uczniów dostawał się na studia - co cieszyło władze, i do seminarium duchownego - co cieszyło już mniej. Sytuacja bywała napięta. Pewnego dnia na lekcje łaciny przybyła inspekcja złożona z dyrektora szkoły i przedstawiciela władzy ludowej. Był to typowy przedstawiciel elit w owych czasach. Z zawodu szewc, z wykształcenia – analfabeta. Hieronim Pyka zwrócił się do dyrektora: „Ja pana bardzo szanuję niech pan siada”, a do drugiego: „Pan niech zechce opuścić klasę i zamknie drzwi z drugiej strony”. Nic dziwnego, że nigdy nie awansował na żadne stanowisko, przez lata był wzywany do kuratorium na rozmowy. Kilka razy wezwano go też na kilkudniowe przesłuchania do Urzędu Bezpieczeństwa. Bardzo to przeżywał, zwłaszcza, że ktoś z otoczenia ewidentnie na niego donosił.

Od 1953 do 1962 roku, po politycznej odwilży, uczył w strzeleckim liceum, lecz nie zaprzestał wykładać w Gogolinie, gdzie dojeżdżał. Zarabiał przy tym minimalnie.

W 1966 roku przypadła tysięczna rocznica chrztu Polski. Z tej okazji złożył ślubowanie Matce Boskiej Królowej Polski i Matce Kościoła. Przyrzekał: „Dla Twojej czci i na przebłaganie Twego Syna brać udział we wszystkich roratach w tym roku o ile zdrowie dopisze, odmawiać codziennie jedną część różańca przez całe życie, odwiedzać co najmniej raz w roku Ciebie Matko na Jasnej Górze. Łaskami stąd płynącymi Ty zechciej dysponować według Twego uznania. Twój Hieronim. Gogolin 10 listopada 1965 roku”.Przeszedł na emeryturę w 1970 roku. Mimo to jeszcze przez rok nauczał łaciny w gogolińskim gimnazjum. Dojeżdżał tam już z Opola, gdzie otrzymał mieszkanie spółdzielcze. Do końca życia czytał ogromne ilości książek, co dawało mu dużo radości.

Zmarł 30 marca 1985 r., pół roku po swojej żonie. Przed śmiercią nakazał dzieciom, by na jego grobie nie kładli płyty. „Mogą na nim chwasty rosnąć, ale musi być ziemia, nasza ziemia”. Został pochowany na cmentarzu komunalnym w Opolu-Półwsi, a skromny grób do dziś odwiedzają jego wychowankowie i przyjaciele.

Piotr Smykała, Romuald Kubik

Źródło: Cofałka J., Bracia Pykowie, Kalendarz Strzelecki 2001.

Komentarze

Odpowiedz