fbpx Cementownia Rozmierka | Strzelec Opolski

Cementownia Rozmierka

Cementownia Rozmierka

Artykuły : 
Numer wydania: 
To nie pomyłka w nazwie. Kiedy zapadła decyzja o wybudowaniu nowego zakładu, umiejscowiono go w pobliżu Rozmierki. Tak też zapewne by się nazywała cementowania, gdyby władze pobliskich Strzelec Opolskich w porę nie zorientowały się, że wymyka im się z rąk kura składająca złote jajka. W trakcie budowy przeprowadzono więc korektę granic i przesunięto je tak, by objęły nowy zakład. Dzięki temu ogromne podatki trafiły do miasta, a nie do o wiele mniejszej Rozmierki.

Budowa rozpoczęła się 1 kwietnia 1973 roku i trwała 40 miesięcy. Koszt inwestycji sięgał 2 miliardów ówczesnych złotych. W ciągu tych 1297 dni zbudowano jeden z największych zakładów na Opolszczyźnie. Waga wszystkich konstrukcji po ukończeniu budowy sięgnęła 20 tysięcy ton. Maszyny ważyły łącznie 28 266 ton. Piece obrotowe miały po 180 metrów długości i 5,5 metra średnicy. Po uruchomieniu, strzelecka cementownia produkowała więcej materiału końcowego, niż wszystkie inne dotychczas istniejące cementownie wchodzące w skład Opolskiego Kombinatu Cementowo-Wapienniczego razem wzięte.

Decyzja o powstaniu nowej cementowni w okolicach Strzelec była logiczna. Istnieją tutaj ogromne złoża wapienia - podstawowego materiału do wyrobu cementu. Gierkowski zryw do budowy „Drugiej Polski” zakładał powstanie wielu nowych zakładów z gigantyczną hutą Katowice na czele. Aby je zbudować, należało wylać równie gigantyczne ilości betonu, który należało gdzieś wyprodukować. Strzelce znajdowały się dość blisko, a w niedalekim Krasiejowie wydobywano glinę potrzebną do produkcji cementu metodą „na mokro”. Pierwotnie planowano dowozić ją ciężarówkami, lecz w końcu inżynierowie zdecydowali się na położenie rurociągu, którym rozwodniona glina dostarczana była do zakładu.

Historia budowy cementowni nie jest szczególnie dobrze opisana. Pozostało niewiele materiałów, między nimi - album z zastrzeżeniem „do użytku wewnętrznego” i fotografie. Pozostaje jednak wiele wspomnień związanych z tym okresem. Przy budowie cementowni potrzeba było tysięcy rąk do pracy. Nie można ich było znaleźć na miejscu, więc sprowadzano robotników z całej Polski. W tym ludzi z jej centralnej i wschodniej części, dla których takie udziwnienia jak wanna, centralne ogrzewanie czy piec gazowy były nieznanymi luksusami. Ich zderzenie z nowoczesnością wciąż dostarczało materiałów do anegdot.

Niejaki pan R. (nazwisko niech nie zostanie ujawnione) przyjechał do Strzelec do pracy przy budowie zakładu. Otrzymał mieszkanie w nowo wybudowanych blokach na osiedlu Przyjaźni Polsko- Radzieckiej. Po jakimś czasie wybrał się do spółdzielni mieszkaniowej z dużymi zastrzeżeniami co do funkcjonalności nowego lokum.

- Piec ma za wąski komin - oświadczył urzędnikowi. - Co w nim zapalę, to dym wychodzi na mieszkanie.

Zaskoczony pan z administracji zaczął dopytywać się, jak to możliwe. A jak zrozumiał, zbielał z przerażenia.

- Normalnie - tłumaczył pan R. - Jak to w piecu. Otwarłem klapę, nasypałem węgla i podpaliłem. A dym w całym mieszkaniu.

Okazało się, że rozpalił ogień w piekarniku pieca gazowego. Do mieszkania przyjechała zaraz ekipa monterów i strażaków, żeby sprawdzić, czy pół bloku nie wyleciało w powietrze. Jakimś cudem przewody z gazem przetrwały wysoką temperaturę i nic się nikomu nie stało, ale legenda rozniosła się po kraju. Nawet w Katowicach czy w Bytomiu opowiadano sobie tą historię jako anegdotkę.

Po Strzelcach krążyły opowieści o przyjezdnych, którzy trzymali w mieszkaniu kozę albo magazynowali węgiel w wannie. Jeden z nowo przybyłych robotników przez długi czas stał nad skrajem drogi, po czym ostrożnie zaczął badać asfalt stopą. Myślał, że to czarna rzeka. Kiedy w końcu przekonano go, że to droga, zapytał się:

- Ale wy to zwijacie na noc?

Ponieważ brakowało miejsc noclegowych, robotników dokwaterowywano do prywatnych domów w okolicznych miejscowościach. Częściowo odbywało się to pod przymusem. Po pracy (i podczas niej) oddawali się ulubionej rozrywce wszystkich budowniczych socjalistycznych - piciu. Szybko więc butelka wódki stała się w okolicy najlepszym środkiem płatniczym. Można było za nią załatwić wszystko, a zwłaszcza paliwo.

Ilość benzyny, jaką zużyto przy transportowaniu materiałów, można by pewnie obdzielić trzy takie budowy. Zaprzyjaźniony kierowca podjeżdżał w umówione miejsce i spuszczał ze zbiornika tyle paliwa, ile się dało. Jeżeli okazywało się, że ma go za dużo - resztę po prostu wylewał do lasu lub przydrożnego rowu. Praktyka ta była tak nagminna, że niektórzy gospodarze wystarali się o 100 lub 200-litrowe beczki, które wkopywali za domem i tworzyli zapasy na gorsze czasy.

Równie łatwo można było zdobyć wszystko, co tylko używano podczas budowy. Za bezcen robotnicy wywozili beton czy pręty zbrojeniowe. Wszystko to zamieniali na wódkę, piwo czy jedzenie. Czas ten okoliczni mieszkańcy wspominają bardzo miło, bo za grosze można było wybudować dom. Nikt też nie przejmował się odpowiedzialnością, bo jej po prostu nie było.

Mimo rozmachu, podczas wznoszenia cementowni co chwila dawały się we znaki uroki gospodarki socjalistycznej - braki w zaopatrzeniu czy prymitywny sprzęt. Część prac, szczególnie w pierwszych etapach budowy, trzeba było wykonać ręcznie. W zimie, kiedy zamarznięty grunt nie pozwalał na używanie koparek, ziemię rozkruszano za pomocą materiału wybuchowego - metanitu. Kominy wznoszono nowoczesną metodą ślizgową. Używano do tego szybkowiążącego betonu. Kiedy stężał ta tyle, by unieść dalszą konstrukcję, przesuwano wyżej deskowanie i zalewano kolejną warstwę.

Zarobki przy budowie cementowni były znacznie wyższe od średnich w kraju. Zjeżdżali więc robotnicy ze wszystkich stron. Dodatkowym magnesem były obiecane mieszkania. Nie zniechęcał fakt, że najczęściej na miejscu zastawali dopiero plany lub fundamenty bloków, w których mieli zamieszkać. Niemniej wielu z pracujących przy budowie osiedliło się w Strzelcach z rodzinami na stałe. Wielu też znalazło tu swoją drugą połowę.

Inwestycja sprowadziła też wiele firm, które wykonywały prace podczas wznoszenia zakładu. W sumie takich zewnętrznych wykonawców było aż 26. Część z nich pozostała po uruchomieniu cementowni i wykonywała zlecone prace do samego końca istnienia zakładu.

Uruchomienie cementowni szybko dało się we znaki mieszkańcom. Mało wydajne filtry przepuszczały do atmosfery pyły, które osiadały w całej okolicy. Bardzo szybko normalnym widokiem była warstwa cementu, która grubo przykrywała pola, domy, samochody. Ludzie wspominają, że były dni, podczas których w okolicy nie można było odnaleźć klucza do domu, który położyło się na parapecie. Wystarczyła godzina i skrywała go gruba warstwa pyłu. Gdy na otwarcie zakładu zjechać miały władze państwowe, kilka dni wcześniej wstrzymano produkcję, by okolica nie wyglądała jak Pompeje po wybuchy Wezuwiusza. Produkcję uruchomiono tuż przed oficjalną wizytą.

Budowniczowie śpieszyli się, by oddać zakład we właściwym momencie. I tak - drugi piec obrotowy udało się uruchomić tuż przed XXV Zjazdem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Rozpalenie pierwszego pieca nastąpiło dwa dni przed VII Zjazdem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pierwszy transport strzeleckiego cementu pojechał na budowę Huty Katowice.

Przez ponad trzy dziesięciolecia cementownia dawała zatrudnienie setkom mieszkańców. Nie wytrzymała jednak wolnego rynku i w 2004 zakończyła działalność, ustępując miejsca nowocześniejszym zakładom.

PIOTR SMYKAŁA, ROMUALD KUBIK

Komentarze

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 15 Styczeń, 2013 - 18:32

Bez przesady z tą " asfaltową rzeką, piecem piekarnikiem i węglem w wannie" . Jestem autochtonem i pamiętam tamte czasy dosyć dobrze . Ci ludzie owszem przyjeżdżali z różnych stron kraju, ale raczej wszyscy z nich mieli kontakt z asfaltem, to przecież były lata 70 te . Łezka się kręci w oku, pamiętam jak budowano cementownię,i jak zapewniano, że będzie pracowała do przynajmniej 2025 roku . Jako nastolatek widziałem z okna swojego pokoiku jak rosną kominy cementowni i jak te kominy pierwszy raz buchnęły dymem ( to był chyba rok 1976) .Pamiętam również jak te kominy zostały wysadzone w powietrze w kwietniu chyba 2006 albo 2007 r.

Portret użytkownika Pies Myśliwca
Wysłane przez Pies Myśliwca (niezweryfikowany) w 15 Styczeń, 2013 - 19:58

do czytelnika

Są to wypowiedzi jakis zakompleksionych-kretynów którzy uwazają że roźmierka w tym czasie była europejska metropolia a w Kielcach czy Lublinie psy doopami szczekały.
Osobiście myśle że było dokładnie odwrotnie a o zapadłej dziurze roźmierce uszłyszeli ludzie w momencie budowy cementowni którzy od lat mieszkali w Strzelcach.
Pies Myśliwca

Portret użytkownika ze Strzelec
Wysłane przez ze Strzelec (niezweryfikowany) w 16 Styczeń, 2013 - 22:15

Pan Smykała, lansujący się na lokalnego inteligenta do tej pory chodzi w lecie w sandałach i skarpetkach , zasób słów również ma dość ubogi , braki w wykształceniu są bardzo widoczne ,zatem jest ostatnią osobą , która powinna oceniać zwykłych , prostych ludzi , którzy przyjechali uczciwie pracować .
Oni akurat nie mieli przerostu formy nad treścią w przeciwieństwie do współautora tekstu .

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 17 Styczeń, 2013 - 18:15

Te anegdoty są naprawdę żenujące. Panowie redaktorzy - nie róbcie z ludzi idiotów :/

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 17 Styczeń, 2013 - 18:56

Jestem autorem tego pierwszego postu i zastanawiam się czy jest jakikolwiek sens pisania następnych . Ale nawiązując do tematu związanego z cementem .Z naszym byłym strzeleckim cementem jest tak jak z utraconymi kresami . Wielki sentyment tylko zero pragmatyzmu. Najgorsze w tym wszystkim jest to ,że rękę do pogrążenia tego zakładu przyłożył człowiek, związany z tą ziemią , a , mający korzenie w Jemielnicy.

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 17 Styczeń, 2013 - 23:27

Anegdoty sa bzdura ale historia z piecem jest prawdziwa.Rzecz w tym ze kiedy miala miejsce staly tylko 4 bloki i fundamety sklepu obok.Dalej byly pola na ktorych przygotowywano place pod budowe.Facet ktory napalil w piekarniku przyjechal z miejscowosci Ryjowiec z okolic Lublina i pracowal na cementowni jako wulkanizator.Nazwiska nie napisze. Domy na Wasilewskiej nie byly wlasnoscia spoldzielni i nie podlegaly jej administracji.Wszystkim administrowal dzial socjalny Cementowni z Okulinskim na czele .Nie bylo zadnej strazy pozarnej tylko kupe dymu.Pietro wyzej pilismy gorzale i ten dym nas sciagnal do tego mieszkania.Wyciagnelismy z piekarnika troche drzewa ktore z braku tlenu nie chcialo sie rozpalic ..i to wszystko.W tym samym mieszkaniu byla jeszcze inna przygoda zony wulkanizatora.W lazience byl,jak zreszta we wszyskich lazienkach,piec gazowy PG6,mniejsze byly w kuchniach,Byly to polskie piece z wajcha w poziomoe ktora ustawialo sie w odpowiedniej pozycji a nastepnie odkrecano kran z doplywem wody do wezownicy.Troskliwy maz bardzo cierpliwie instruowal zone jak sie tym poslugiwac.Skutek byl taki ze pod nieobecnosc meza chciala sama uruchomic to "cudo" ale najpierw odkrecila wode a pozniej enefgicznym ruchem przesunela wajche.Nastapila eksplozja.Przednia blacha skaleczyla jej twarz a wezownica przybrala nienaturalne ksztalty.Innych przygod nie bylo choc komicznych sytuacji nie brakowalo.

Portret użytkownika czytelnik
Wysłane przez czytelnik (niezweryfikowany) w 17 Styczeń, 2013 - 23:42

Cementownie oficjalnie otwarto 6 czerwca 1976 roku.Mial przyjechac Gierek ale skonczylo sie na jakims dyrektorze departamentu.Paplano w telewizji o nowoczesnej cementowni a byl to przezytek ktory nam ruscy wcisneli.Na tabliczkach umieszczonych na komorach w ktorych znajdowaly sie podajniki zgrzeblowe pod piecami umieszczone byly tabliczki - ZDIELANO W 1954. Rzeby rozrysowac taka konstrukcje w tamtych czasach czeba czasu.Sadze wiec ze pierwsze rysunki powstaly juz przed 2ga wojna swiatowa.Byl to przezytek na mokra,droga metode produkcji cementu.Cement byl slabiutki bo tylko 250tka a tylko w jednym piecu czasami osiagano 500setke.W europie zachodniej produkowano juz 750 i 950.Budowana wChoruli dunska cementownia na metode sucha byla ekonomiczna i produkowala cement znakomitej jakosci.Produkuje do dzis.Doplacanie do Strzeleckiej Cementowni stracilo racje bytu i ja zamknieto..Szkoda tylko ze o ludziach nie pamietano.

Odpowiedz